DYSTANS
19 kmSUMA PODEJŚĆ
739 mPUNKTY GOT
26CAŁKOWITY CZAS
6:16 hNAJWYŻSZY SZCZYT
1024 m n.p.m.GRUPA
1 osobaPOZIOM TRUDNOŚCI
6 / 10EKSPOZYCJA
1 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
5 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
Dwa tygodnie bez gór to wieczność. Mój poziom desperacji wzrósł do tego stopnia, że pomimo fatalnych prognoz (spory mróz, intensywne opady śniegu, pełne zachmurzenie, fatalne warunki na drogach dojazdowych) oraz ostrzeżeń płynących z mediów, żeby niepotrzebnie nie ruszać w góry, uznałem, że to… idealny moment na wyjazd. Bajkowa biała zima, płatki śniegu spadające z nieba, cisza i spokój — idealne warunki na survival na szlaku. Tak właśnie wyobrażałem sobie sobotni poranek. Uznałem, że to idealne warunki na zdobycie szczytu Runek 1004 m n.p.m., który pozostał mi jako ostatni do zdobycia Korony Gorców.
Przygotowania
Do zimowej trasy podszedłem jak zwykle z precyzją chirurga. Zima nie wybacza błędów, więc starannie dobrałem warstwy odzieży, do plecaka spakowałem puchówkę dogrzewającą, zapasowe rękawice, skarpety, a nawet zapasowe buty — bo te przy dłuższych trasach potrafią mi sprawić niespodziewane problemy. W plecaku wylądowały również gorąca herbata, elektrolity, przekąski, drugie śniadanie, czołówka, powerbank, apteczka, kijki i obowiązkowo raczki. Przy spodziewanych warunkach kluczowe były buty, stuptuty i spodnie – te nie mogły zawieźć.
Zanim ruszam zimą, zawsze dokładnie planuję trasę, dzieląc ją na mniejsze odcinki. To pomaga ocenić realne tempo, ale też ustawia głowę — widzę progres, a nie całą długą drogę na raz. Trasę wgrywam następnie do zegarka z GPS, który prowadzi potem jak po sznurku, zwłaszcza w zasypanym terenie. Sam proces planowania sprawia mi ogromną frajdę — i daje poczucie, że nawet w trudnych warunkach wszystko mam pod kontrolą. A dla akrofobika właśnie ta przewidywalność jest kluczowa — im mniej niespodzianek, tym łatwiej przełamać lęk.
Zakopianka level hard
Zima jak zwykle zaskoczyła drogowców. Zakopianka z każdym kilometrem stawała się coraz mniej przyjazna — lewy pas był częściowo zasypany, miejscami wyjeżdżony w śnieżne koleiny, wyjątkowo niebezpieczne przy prędkościach umożliwiających wyprzedzanie. Choć góry wzywały, rozsądek nakazywał zdjąć nogę z gazu. Potem było jeszcze gorzej. Za Nowym Targiem droga 969 w kierunku Krościenka przypominała białe lodowisko.
Planowałem zatrzymać się na niewielkim darmowym parkingu obok straży pożarnej w Maniowach, ale wjazd nisko zawieszonym samochodem był po prostu niemożliwy — zaspy skutecznie go odcięły. Finalnie musiałem zaparkować kilkaset metrów niżej, przy Biedronce, choć i tam o siódmej rano parking był solidnie zasypany.
Zielony szlak na Kudowski Wierch
Zielony szlak prowadzi przez Maniowy: ulicami Ks. A. Siudy, Gorczańską i Pienińską. Od parkingu przy Biedronce do mostu na granicy Maniowy–Mizerna jest około 2 km. Tuż za mostem szlak odbija z głównej drogi mocnym skosem na północ, obok zabudowań — i naprawdę łatwo to miejsce przeoczyć. Od tego momentu wkroczyłem na całkowicie nieprzetarty teren, brnąc w śniegu do łydek, a miejscami nawet do kolan. Oczywiście byłem zachwycony — śnieg był wszędzie, drzewa uginały się pod jego ciężarem, a choć niebo było pochmurne, panowała jasna, zimowa, nostalgiczna atmosfera.
Przez kolejne 2 kilometry szlak prowadzi przez łąki i pastwiska nad Mizerną, oferując fantastyczne widoki na Jezioro Czorsztyńskie, Pieniny Spiskie i Tatry. Te ostatnie skrywała jednak gęsta czapa chmur wisząca na wysokości około 1000 metrów. Przyznam, że nawigacja na tym odcinku była wymagająca: szlak nieprzetarty, miejscami nieintuicyjny, a znaczniki na drzewach przysypane i niewidoczne. Gdyby nie ślad GPX w zegarku, z pewnością bym pobłądził.

Zimowy zielony szlak na Kudów 
Zimowy zielony szlak na Kudów z widokiem na Jezioro Czorsztyńskie 
Zimowy zielony szlak na Kudów z widokiem na Jezioro Czorsztyńskie 
Zimowy zielony szlak na Kudów z widokiem na Jezioro Czorsztyńskie 
Zimowy zielony szlak na Kudów 
Zimowy zielony szlak na Kudów 
Zimowy zielony szlak na Kudów 
Zimowy zielony szlak na Kudów 
Zimowy zielony szlak na Kudów z widokiem na Pieniny Spiskie
Po dotarciu do linii lasu i wejściu na ostatnią polanę z widokiem na Jezioro Czorsztyńskie, kolejne 1,5 km to dwa bardziej strome podejścia i jedno zejście. W warunkach letnich nie wyróżniałyby się niczym szczególnym — typowe gorczańskie przewyższenia. Jednak przy mocno zasypanym szlaku każdy krok był spowalniany przez śnieg sięgający do łydek, a miejscami wyżej, co potrafiło solidnie wycisnąć pot.
Najbardziej wyczerpujący i podnoszący ciśnienie fragment zaczyna się za przełęczą, tam gdzie zielony szlak przecina szeroką leśną drogę. Od tego miejsca czeka około 300 metrów naprawdę ostrej wspinaczki. Średnie nachylenie osiąga tu 30%, a miejscami podchodzi do 40%, więc nawet latem potrafi zmęczyć. W zimie to była już zupełnie inna liga: kamienie ukryte pod śniegiem ustępowały pod stopą, śnieg osypywał się przy każdym kroku, a każdy metr trzeba było dosłownie wypracować, mocno wbijając przednią część buta w zbocze pod odpowiednim kątem. Powoli, krok po kroku, kontrolując stabilność — bez miejsca na pośpiech i kontrolą pracy serca, żeby się nie przepompować. Te 300 metrów zajęło mi około 20 minut. Po dojściu do górnej części zbocza pozostało jeszcze około 600 metrów do skrzyżowania szlaków Kudów 1000 m n.p.m., ale i tu Polana Kudów nie odpuszczała: nachylenie szlaku na polanie wynosi około 30%.
Czerwony szlak na Runek
Bardzo liczyłem, że czerwony szlak biegnący grzbietem Pasma Lubania będzie przetarty. Po pięciu kilometrach brnięcia w śniegu miałem nadzieję, że na grzbiecie wreszcie będzie lżej — ale nic z tego. Co chwilę trafiałem na ukryte pod śniegiem, lekko zamarznięte kałuże, więc cały czas trzeba było uważać na mokrą niespodziankę pod stopą. Dopiero gdy teren przestał się stromo wznosić, szlak zaczął delikatnie falować i marsz stał się odrobinę przyjemniejszy.
Od Polany Kudów do Runka (1004 m n.p.m.) prowadzą jeszcze trzy kilometry spokojnego falowania terenu. Odcinek jest prosty orientacyjnie, ale sam szczyt jest zupełnie niepozorny — bez żółtej tabliczki przybitej do drzewa łatwo byłoby go minąć. Po 3 godzinach i 30 minutach od wyjścia z parkingu stanąłem na Runku, zamykając listę szczytów Korony Gorców. Złota odznaka jest już moja!
Zrobiłem krótką przerwę: przycupnąłem na chwilę, bo w okolicy nie ma żadnego miejsca, żeby wygodnie usiąść — ani ławki, ani pieńka, ani odsłoniętego kamienia. Napiłem się gorącej herbaty, zjadłem drugie śniadanie, ale po kilku minutach i tak zaczynałem się wyraźnie wychładzać pomimo założonej wcześniej lekkiej puchówki postojowej. W środku lasu panowała wilgotna, gęsta zimowa aura, a temperaturę odczuwało się zupełnie inaczej niż w dolinie, więc postój nie mógł trwać długo. Runek to szczyt „bez szczytowania”, więc szybko ruszyłem dalej.
Czerwony szlak w kierunku Kotelnicy
Kolejne 2,6 kilometra prowadziły cały czas przez las, a szlak nadal delikatnie falował góra–dół, coraz częściej z tendencją „w dół”. To był prosty, ale mało atrakcyjny odcinek — bez widoków i bez szczytów po drodze. Dopiero na niewielkiej przełęczy Pod Kotelnicą można zobaczyć częściowo odtworzony kopiec graniczny. To tzw. Hubieński Kopiec, który wyznaczał fragment dawnej granicy polsko-węgierskiej (później polsko-austriackiej) sprzed I rozbioru, poprowadzonej w latach 1769–1770 grzbietem Gorców po zajęciu przez Austrię południowych terenów starostw czorsztyńskiego i nowotarskiego.
W normalnych warunkach wszedłbym z rozpędu jeszcze na pobliską Kotelnicę (946 m n.p.m.), ale tego dnia o żadnym „rozpędzie” nie mogło być mowy. Szlak od samego początku wymagał siły, wytrzymałości i pełnego skupienia. Nie było przestrzeni na dodatkowe pomysły — trzymałem się planu maksimum.
Z Huby do Maniów
Jedyną rozsądną opcją na domknięcie pętli było przedostanie się z Huby do Maniów leśną drogą przez Gołą Górę. Spod Kotelnicy ruszyłem niebieskim szlakiem w dół i po około 600 metrach dotarłem do pierwszych zabudowań — wraz z nimi wróciła panorama na okolicę i Jezioro Czorsztyńskie, a w tle powinny były majaczyć Tatry (choć tego dnia pozostawały całkowicie schowane w chmurach).
Kolejny kilometr prowadził wiejską drogą aż do skrzyżowania, na którym trzeba było skręcić w lewo między zabudowania. I to nie „lewo do tyłu”, tylko „lewo” — różnica kluczowa. Zajęło mi chwilę, żeby to rozgryźć, a finalnie to mieszkaniec Huby, widząc moją minę, był szybszy niż mój zegarek i wskazał właściwy kierunek.
Za ostatnimi domami panorama na Jezioro Czorsztyńskie pojawiła się jeszcze na krótką chwilę, po czym szlak ponownie wszedł w las — i praktycznie aż do Maniów już z niego nie wyszedł. To około pięciokilometrowy, mozolny odcinek powrotny: najpierw lekko w górę, potem w dół szerokim, rozjeżdżonym przez jeepy i quady duktem. Tego dnia był on mieszanką wszystkiego, co najgorsze: głębokie bruzdy, śnieg, lód, błoto i woda.
Dopiero za Gołą Górą wyszedłem na asfalt i ostatni kilometr do centrum Maniowego był już czystą formalnością. Po południu drogi we wsi były porządnie odśnieżone, co dobrze rokowało na powrót samochodem. W górach koniec trasy nigdy nie oznacza końca wycieczki — trzeba jeszcze bezpiecznie wrócić do domu.
Post scriptum
Choć na mapie ten szlak wygląda niewinnie — umiarkowana długość, spokojne nachylenia, żadnych technicznych trudności — w praktyce ta wycieczka dała mi solidnie w kość. Według mapa-turystyczna.pl pętla powinna zająć około 6 godzin, co przy moim standardowym tempie oznaczałoby mniej więcej 5 godzin marszu latem, z przerwami. Tymczasem w prawdziwie zimowych warunkach spędziłem na trasie 6 godzin i 16 minut. To cenna wskazówka dla każdego, kto planuje podobną pętlę w podobnej aurze: zimą trzeba liczyć 10–30% więcej czasu (wolniejsze poruszanie się, utrudniona nawigacja) oraz tyle samo więcej wysiłku. Cięższe buty, dodatkowe warstwy, brnięcie w śniegu po łydki–kolana — wszystko to sumuje się bardzo szybko.
Ja wróciłem z tej wyprawy ze zmasakrowanymi przywodzicielami. Po takim dniu nie ma mowy, żeby po prostu iść spać — konieczne jest porządne rozciąganie, a ja dodatkowo stosuję naprzemienne polewanie nóg gorącą i lodowatą wodą oraz dużą dawkę magnezu. Ten zestaw u mnie się sprawdza i na drugi dzień jest zdecydowanie lepiej.
Ogromnym plusem tej wycieczki był natomiast zestaw buty + stuptuty + spodnie. Przez sześć godzin brnąłem w śniegu od łydek po kolana, a mimo to stopy pozostały ciepłe i suche, bez większych ucisków i bez problemów, które zdarzały mi się w przeszłości. Więc oprócz tego, że domknąłem Koronę Gorców, to jeszcze „w boju” przetestowałem zimowy setup i wyszedłem z tej wyprawy bogatszy o naprawdę cenne doświadczenia.
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
🥾 Trasa — ogólna charakterystyka ekspozycji
🔹 Ekspozycja: znikoma – 1/10
Gorce w tym rejonie są całkowicie bezpieczne dla osób z lękiem wysokości: brak przepaści, brak stromych stoków, brak wąskich grani. Szlak prowadzi lasem lub łagodnymi polanami. Najbardziej „otwartym” miejscem są pastwiska w pierwszej godzinie wędrówki, ale bez ekspozycji – to po prostu szeroka przestrzeń z widokiem.
🔹 Trudności techniczne: umiarkowane – 6/10 (zimą)
W warunkach letnich trasę oceniam realnie w stopniu trudności 3-4/10. Zimą problemem bywa lód pod śniegiem czy po prostu zasypany szlak, który nie jest specjalnie uczęszczany podczas trudniejszych warunków. Technicznie brak pułapek terenowych: szeroko, łagodnie, brak skał.
⚠️ Rekomendacje i ostrzeżenia
🔹 Zimą koniecznie raczki – śliska nawierzchnia potrafi zaskoczyć nawet na łagodnych podejściach.
🔹 Kije trekkingowe bardzo ułatwiają utrzymanie rytmu i równowagi
🔹 Gdy pojawi się niepokój – zatrzymaj się, weź kilka głębszych oddechów. Ta trasa nigdzie Cię nie „przyciśnie”; wszędzie jest szeroko i bezpiecznie.
🔹 Szlak miejscami może sprawiać lekkie kłopoty nawigacyjne.
🔹 Jeśli trafi się mgła lub zawieja – trzymaj GPX na telefonie, bo szlak miejscami nie jest intuicyjny.
💬 Uwagi osobiste
Dla mnie jako osoby wrażliwej na ekspozycję ta trasa nie stanowiła żądnego problemu — lęk wysokości w ogóle się nie uaktywnia. Zimą zmęczenie i śliskość terenu mogą dodać odrobinę „mentalu”, ale sam teren jest bardzo przyjazny i bezpieczny.
Jeśli szukasz szlaku całkowicie bez ekspozycji, a jednocześnie z widokami — Runek z Maniowego to świetny wybór.
Podsumowanie
📍 Start i parking
Start w Maniowach, przy głównej drodze biegnącej przez miejscowość. Najwygodniej parkować przy Biedronce lub przy remizie OSP — oba miejsca są bezpłatne i latem zwykle dość pojemne. Z opinii turystów wynika, że nawet w sezonie letnim trudno tam o „przepełnienie”, bo to rzadziej uczęszczana część Gorców.
Zimą warunki dojazdu mogą być utrudnione: lokalne drogi (zwłaszcza w stronę Mizernej i Huby) potrafią być zasypane lub oblodzone. To częsta uwaga w relacjach kierowców podróżujących po regionie Czorsztyna — nie tyle problem samych parkingów, ile dojazdu do Maniów.
🥾 Trasa
Maniowy → zielony szlak przez ul. Siudy / Gorczańską / Pienińską → łąki nad Mizerną → Polana Kudów → skrzyżowanie Kudów (1000 m) → czerwony szlak grzbietem Pasma Lubania → Runek 1004 m n.p.m. → czerwonym do przełęczy pod Kotelnicą → niebieski szlak do Huby → droga leśna przez Gołą Górę → powrót do Maniów
– Dystans: 15–19 km (zależnie od wariantu i dojścia)
– Suma podejść: ok. 650–700 m
– Czas letni: 5–6 h
– Czas zimowy: +20–30% dłużej
– Trudność fizyczna lato: 3–4/10
– Trudność fizyczna zima: 6/10 (śnieg i oblodzenie znacząco podnoszą wysiłek)
– Ekspozycja: 1/10 — brak jakichkolwiek miejsc mogących wywołać lęk wysokości
🌄 Widoki
– Łąki nad Mizerną: szerokie panoramy na Jezioro Czorsztyńskie, Pieniny Spiskie, w pogodny dzień również Tatry.
– Polana Kudów: często wskazywana jako najładniejszy punkt widokowy na trasie.
– Czerwony grzbiet Pasma Lubania: lasy, przetarcia widokowe, spokojny klimat.
– Odcinek nad Hubą: znów otwiera się widok na jezioro i Pieniny.
☕ Schroniska i infrastruktura
– Brak schronisk na całej pętli (to powszechnie odnotowany fakt w opisach Pasma Lubania).
– W Maniowach pełne zaplecze: sklep, parking, ławki, toalety w sklepach.
– Po drodze brak gastronomii, brak wiat, brak punktów odpoczynku.
– Szlak ma typowo leśny, kameralny charakter
🧭 Orientacja
– Zielony szlak przez Maniowy i łąki nad Mizerną to odcinek z gorszą orientacją.
– Zimą problem potęguje śnieg i przysypanie drzew.
– Czerwony szlak grzbietowy jest logiczny i czytelny, ale po deszczu bywa błotnisty
– Niebieski szlak do Huby jest dobrze oznaczony, ale w samej Hubie łatwo źle skręcić w stronę Maniów
📝 Na marginesie szlaku
To jedna z tych gorczańskich pętli, które nie robią wielkiego wrażenia na mapie, ale zostawiają świetne wspomnienia. Latem większość turystów określa ją jako „spokojną i widokową”, idealną na pół dnia w terenie, z fantastycznym otwarciem na Jezioro Czorsztyńskie. Zimą ta sama trasa potrafi pokazać twardszy charakter — dłuższy czas przejścia, śnieg pod kolana, gorsza orientacja. W obu przypadkach to jednak bardzo bezpieczny teren, bez ekspozycji i bez technicznych pułapek.
Dla mnie Runek z Maniów to przede wszystkim górska kameralność i poczucie samotności, które rzadko zdarzają się w bardziej uczęszczanych pasmach. To nie jest szlak spektakularny — ale jest prawdziwy, spokojny i daje dokładnie to, czego czasem potrzebujemy: czyste góry, szerokie widoki i dobrą lekcję pokory wobec warunków.







































