DYSTANS
12.1 kmSUMA PODEJŚĆ
1027 mPUNKTY GOT
24CAŁKOWITY CZAS
5:07 hNAJWYŻSZY SZCZYT
1725 m n.p.m.GRUPA
2 osobyPOZIOM TRUDNOŚCI
7 / 10EKSPOZYCJA
5 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
9 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
Kto przy zdrowych zmysłach po dwudniowym trekkingu i 60 km w nogach dzień później wsiada przed świtem w samochód i pędzi do Zawoi, żeby przez Perć Akademików wdrapać się na Babią Górę? Ja! Ale czego się nie robi dla Potomka, który chce dokończyć swój projekt 10-ciu tysięczników, a okno pogodowe zachęcająco puszcza do Ciebie oko?
Pozazdrościć sobie formy
Muszę na chwilę popaść w samouwielbienie. Piątek i sobota – pierwszy dwudniowy trekking z namiotem w Gorcach, 60 kilometrów w nogach. A w niedzielę? Zamiast odpoczynku ruszyłem z Potomkiem na Babią Górę. Owszem, miałem obawy, czy ciało i głowa to zniosą, ale już rano wiedziałem, że dam radę. Nic nie bolało, nic nie ciągnęło, energia była.
Może dla wielu to nie brzmi jak coś niezwykłego, ale dla mnie to był szok. Po takim wysiłku spodziewałem się raczej ciężkich nóg i braku motywacji, a tymczasem organizm zaskoczył mnie na plus. Średnie nachylenie podejścia na Babią Górę wyniosło 17% – to sporo, ale wyższe wartości spotkałem ostatnio jedynie na podejściu z Polany Trzydniówka przez Kończysty Wierch na Jarząbczy Wierch w Tatrach Zachodnich.
Zdmuchnie nas zanim dotrzemy na Babią
Na parkingu w Zawoi zameldowaliśmy się chwilę po siódmej. Miejsc było jeszcze sporo, ale wiadomo – to kwestia kilkudziesięciu minut, zanim plac wypełni się po brzegi. Po szybkim ogarnięciu formalności – opłata w automacie (płatność kartą mało intuicyjna, pomógł nam pracownik Straży Parku) i bilety do Babiogórskiego Parku Narodowego – ruszyliśmy zielonym szlakiem w stronę Markowych Szczawin. Dla mnie był to debiut, bo choć na Babiej byłem już wiele razy, tego wariantu jeszcze nie znałem.
Już na parkingu czułem, że tego dnia łatwo nie będzie. Było ciepło, niebo bez chmur, ale wiatr szalał tak, że potężne drzewa wyginały się nad ścieżką. A ja dobrze znam kaprysy Diablaka – skoro na dole huczy, to na górze będzie istne piekło. Na szczęście byliśmy przygotowani: warstwowa odzież, wiatrówki, czapki i rękawiczki w plecakach. Pozostawało mieć nadzieję, że Królowa jednak udzieli nam audiencji.
Do Markowych
Pierwszy odcinek zielonego szlaku to idealna rozgrzewka. Przez półtora kilometra idziemy szerokim, utwardzonym duktem leśnym, nachylenie nie przekracza 10%. Ale sielanka kończy się szybko.
Mniej więcej 1,2 km od parkingu kierunkowskaz prowadzi przez mostek nad Marków Potok. Rano udało nam się przejść – choć wyglądał, jakby miał runąć lada moment. W drodze powrotnej faktycznie już się zawalił, przechylony na bok przypominał bardziej ściankę wspinaczkową niż kładkę. Na szczęście potok można przejść suchą stopą po kamieniach, albo zostać na leśnej drodze, która kawałek dalej i tak łączy się ze szlakiem.
Za mostkiem zaczyna się prawdziwa wspinaczka. Dwa kilometry stromych schodów, średnie nachylenie 20%, miejscami nawet 38%. I właściwie zero oddechu aż do Kolistej Polany. Ostatnie 200 metrów i wreszcie stajemy przy Schronisku PTTK Markowe Szczawiny.
Choć była dopiero ósma, przy schronisku panował już ruch – głównie turyści schodzący po wschodzie słońca. Zmarznięte twarze i puchówki mówiły same za siebie: Babia jak zwykle dała o poranku popalić.
Perć Akademików
Wiatr na chwilę ucichł, ale wiedziałem, że to złudzenie. Północne zbocza Diablaka osłaniają od podmuchów – cisza przed burzą. Ostrzegłem Potomka, który dziarsko parł naprzód, że na grani może nas zmieść.
Najpierw czekał nas 700-metrowy odcinek Górnego Płaju, a na Zakręcie Ratowników odbiliśmy na żółty szlak. Tu zaczęły się kolejne schody – dosłownie. Średnie nachylenie 20%, a z końcem lasu pojawiły się skały i pierwsze łańcuchy. Początkowo tylko przy wąskiej, płaskiej półce – przy suchej skale można sobie z nimi poradzić nawet bez asekuracji. Ekspozycja niewielka, więc obyło się bez stresu.
Chwilę później zaczęło się jednak robić ciekawiej. Łańcuchy pomagały we wspinaczce po śliskich skałach, gdzie zbocze przecina kilka strumieni z Piarzystego Żlebu.
W połowie drogi spotkaliśmy turystę schodzącego Percią Akademików. Na moją uwagę, że szlak jest jednokierunkowy, prychnął: „nie z góry, a gdzie to niby napisane?”. Otóż napisane jest – i to wyraźnie:
Żółty szlak Perć Akademików na Babią Górę jest jednokierunkowy
https://bgpn.gov.pl/perc-akademikow
Finalną atrakcją Perci Akademików jest niemal pionowe wejście na Czarny Dziób, zabezpieczone łańcuchami i kilkoma klamrami. Kilka mocniejszych ruchów rękami i nogami i jesteśmy na górze. Jeśli ktoś ma lęk wysokości, może poczuć dyskomfort, ale wystarczy nie patrzeć w dół – a zejścia i tak tu nie będzie, bo szlak jest jednokierunkowy.
Warto pamiętać, że po tym odcinku nie stajemy jeszcze na szczycie. Do Diablaka pozostaje jakieś 200 metrów w górę i pół kilometra żółtego szlaku wijącego się wśród piargów. Pamiętam, że przy pierwszym przejściu mocno mnie to wykończyło – nie zdawałem sobie sprawy, że od ostatnich łańcuchów jest jeszcze taki kawał drogi. Tym razem byłem już psychicznie przygotowany, a tempo, które narzucał Potomek, nie dawało miejsca na marudzenie. Po 2 godzinach i 5 minutach od startu stanęliśmy na szczycie Diablaka.
Wietrzna Królowa
Już na piargach było jasne, że na szczycie długo nie wytrzymamy. Wiatr walił tak mocno, że musieliśmy się kulić, żeby utrzymać równowagę. A na Diablaku czekało już prawdziwe tornado. Kurtki trzepotały jak żagle, podmuchy zagłuszały rozmowę. Zrobienie zdjęcia z tabliczką szczytową to był maks, na jaki można było sobie pozwolić po południowej stronie wiatrochronu.
Za kamiennym murem po stronie północnej tłoczyli się turyści, skuleni, przykucnięci, próbujący cieszyć się chwilą na szczycie. I my znaleźliśmy tam swój kącik – termos z gorącą herbatą i szybki prowiant smakowały jak uczta. 20 minut takiego niskiego „pikniku” i nadszedł czas, żeby ruszać w dół.
Zejście mieliśmy zaplanowane przez Przełęcz Brona, więc chcąc nie chcąc musieliśmy stawić czoła nieustającej zawierusze. Podmuchy wiatru sięgały 60–80 km/h i przez cały czas utrudniały marsz, zmuszając nas do uważniejszego stawiania kroków. Szliśmy czerwono-niebiesko-zielonym szlakiem na zachód przez Pośredni Grzbiet i Przełęcz Lodową. Dopiero za Kościółkami poczuliśmy, że Królowa odpuszcza – wiatr stopniowo słabł, a zejście stawało się spokojniejsze.
W tym czasie mijaliśmy turystów idących w górę. Wielu wyglądało, jakby kompletnie nie zdawało sobie sprawy, co czeka ich wyżej – szorty, t-shirty, brak kapturów czy rękawiczek. Zakładałem, że w plecakach mają coś cieplejszego, choć nie zawsze było to oczywiste. Największe zdumienie wzbudził chłopak (choć wcześniej już widziałem takich szaleńców), który tego dnia wdrapał się na szczyt boso i w samych spodenkach, w asyście kolegów. Trudno mi go przypisać do jakiejkolwiek grupy turystycznej…
Plaża w Markowych
Dotarcie ze szczytu Diablaka do schroniska zajęło nam około godzinę. To tylko 3 km, ale silny wiatr w górnych partiach i średnie nachylenie 18% spowalniały tempo. Nie spieszyliśmy się – zegarek wskazywał dopiero 10:45, a my już byliśmy w drodze powrotnej. Większość turystów dopiero ruszała na szczyt, więc przy schronisku panował jeszcze względny spokój. Mogliśmy bez kolejki zamówić obiad i w spokoju zasiąść przy stole. Żurek i pierogi wjechały idealnie.
Na deser czekały leżaki ustawione w stronę słońca. „Plażing” na 1188 m n.p.m. ma swój urok – ciepłe promienie, pełen brzuch i chwila relaksu po starciu z Królową.
Pięćdziesiąt minut później ruszyliśmy w dół znanym już czarno-zielonym szlakiem na Kolistą Polanę, a następnie zielonym do Zawoi. Gdybym szedł sam, wybrałbym wariant czarnym przez Sulową Cyrhlę i Las Ryzowane, a stamtąd niebieskim wrócił na parking, żeby nie iść tą samą trasą. Ale znając „otwartość” Potomka na zmiany planów, nawet nie próbowałem proponować.
Mostek na Marków Potok w międzyczasie ostatecznie się przechylił, więc potok musieliśmy pokonać suchą stopą po kamieniach. Nie spowolniło nas to – w ciągu 40 minut od wyjścia ze schroniska zameldowaliśmy się na parkingu w Zawoi, który o 12:20 pękał już w szwach.
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
🥾 Babia Góra 1725 m n.p.m. przez Perć Akademików z Zawoi
🔹 Ekspozycja: zwiększona. Główne wyzwanie stanowi środkowy odcinek Perci Akademików – skały, łańcuchy i klamry tuż przed Czarnym Dziobem. Odcinek ten jest odsłonięty, prowadzi w terenie skalnym z widokiem na strome zbocza i wymaga użycia rąk. Dla osób z akrofobią może to być moment napięcia, zwłaszcza przy silnym wietrze lub śliskiej nawierzchni. Pozostałe fragmenty trasy są bezpieczne psychicznie.
🔹 Trudności techniczne: duże. Perć Akademików to najtrudniejszy znakowany szlak na Babią Górę: strome podejścia, sztuczne ułatwienia, kamienie i gołoborza.
⚠️ Rekomendacje i ostrzeżenia
🔹 Odcinek z łańcuchami może być śliski i zacieniony – uwaga na lód lub wilgoć nawet przy dobrej pogodzie.
🔹 Podejście na Diablak kończy się odsłoniętym grzbietem – przy silnym wietrze trudność psychiczna może wzrosnąć.
To jak odczuwałem Perć Akademików tym razem, a jak za pierwszym razem to ogromna różnica. Tym razem właściwie przez całą trasę ani przez chwilę nie miałem kłopotu z moją akrofobią. Pomimo niezwykle silnego wiatru, który mógł utrudniać funkcjonowanie błędnika, nie kręciło mi się głowie, ani nie czułem żadnego dyskomfortu na całej długości szlaku.
Podsumowanie
📍 Start i parking
Start z Zawoi Markowa, parking przy wejściu do Babiogórskiego Parku Narodowego (płatny w automacie). Zapełnia się szybko – szczególnie w weekendy. Na miejscu tablice informacyjne i toalety.
🥾 Trasa
Zielony szlak do schroniska Markowe Szczawiny, następnie żółtym szlakiem Perć Akademików na szczyt Babiej Góry (Diablak, 1725 m n.p.m.). Zejście czerwono-niebiesko-zielonym szlakiem przez Pośredni Grzbiet i Przełęcz Lodową do schroniska, dalej zejście zielonym szlakiem do punktu startu.
🔹 Dystans: ok. 12 km
🔹 Czas przejścia: ok. 5 h (z przerwami)
🔹 Średnie nachylenie: 17% podejście
🔹 Najstromszy odcinek: Perć Akademików, momentami łańcuchy i klamry
🌄 Widoki
Szerokie panoramy z Diablaka, widok na Tatry, Beskid Żywiecki, Orawę. Po drodze ograniczone widoki z lasu, lepsza ekspozycja dopiero powyżej górnej granicy lasu. Szczyt często bardzo wietrzny – ogranicza komfort obserwacji.
🧣 W co się ubrać na Babią Górę?
Z mojego doświadczenia: jeśli latem wychodzisz na Babią – zabierz ubrania jak na jesień. Jesienią i wiosną – ubierz się jak na zimę. A zimą? Jak na Antarktydę.
🔹 Warstwowa odzież
🔹 czapka i rękawiczki w plecaku
🔹 solidna wiatrówka lub hardshell – obowiązkowo.
Nie ma za co 🙂
☕ Schroniska i infrastruktura
Schronisko Markowe Szczawiny (1188 m n.p.m.) – pełne zaplecze gastronomiczne, toalety, możliwość noclegu. Dobrze zaopatrzone. Ławy, stoły i leżaki na zewnątrz. Na parkingu toalety oraz punkt kasowy BPN.
🧭 Orientacja
Szlaki dobrze oznaczone. Żółty szlak (Perć Akademików) jest jednokierunkowy – tylko podejście. Mostek nad Marków Potok może być okresowo zniszczony – alternatywne przejście po kamieniach lub obejście.
📝 Na marginesie szlaku
To klasyczna trasa na Babią Górę, ale w nieco ostrzejszym wariancie – Perć Akademików zapewnia solidną kondycyjną próbę i podstawowy element wspinaczki. Choć technicznie nie jest trudna, wymaga dobrej pogody, ostrożności na skałach i odporności na wiatr. Zejście przez Przełęcz Brona daje możliwość zrobienia pętli, a odpoczynek w schronisku to świetny przystanek. Całość – bardzo dobrze skomponowana, krótka, ale intensywna górska przygoda.






























