DYSTANS
19.3 km (pętla)+ 3km przez nieuwagę
SUMA PODEJŚĆ
951 mPUNKTY GOT
24CAŁKOWITY CZAS
6:06 hNAJWYŻSZY SZCZYT
1266 m n.p.m.GRUPA
1 osobaPOZIOM TRUDNOŚCI
6 / 10EKSPOZYCJA
2 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
5 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
To jedna z takich tras, która przez pogodę z pewnością sporo straciła w moich oczach – dosłownie i w przenośni. Moje oczy nie za bardzo mogły nacieszyć się widokami, ponieważ pułap chmur skutecznie nakrył czapą najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Trasa utknęła w mojej świadomości jako samotna eskapada w czarno-białej krainie chmur i śniegu. Oczywiście ma to swój urok, ale brak widoków tego dnia wpłynął na moją ogólną ocenę szlaku – zapewnie niesprawiedliwą. Jestem przekonany, że Radziejowa i szlaki na nią prowadzące mogą zachwycić dużo bardziej.
Samotnie w czerni i bieli
Na ostatnim płatnym parkingu w Jaworkach zjawiłem się jako pierwszy przed 8 rano. Plecak na plecy i w drogę żółtym szlakiem przez Rezerwat Biała Woda w tzw. Małych Pieninach. Przez nieco ponad dwa kilometry niemal płaskiego spaceru wzdłuż tej doliny o wąwozowym charakterze, z białymi wapiennymi skałami i potokiem, który miejscami tworzy niewielkie kaskady. Dodatkową atrakcją są: Czubata Skała (Biała Skała) – charakterystyczna biała turnia przy wejściu do rezerwatu oraz Skały Białowodzkie (Bazaltowe) – efektowne formacje skalne, czasem z wyraźnymi warstwami. Choć rezerwat ten jest oceniany jako jedno z bardziej malowniczych miejsc regionu, to niestety tego dnia tak go nie odebrałem. Szare niebo skutecznie pozbawiało szansy pokolorowania tego miejsca barwami innymi niż czerń i biel. Raczej przeleciałem przez rezerwat niż się nim delektowałem.
Po dotarciu do Zapustek szlak wyraźnie się nachyla i osiąga 17% średniego nachylenia i prowadzi przez rozległe łąki i pastwiska, aż do Przełęczy Rozdziela (ok. 1 km). Nie zdawałem sobie sprawy, że na podejściu na przełęcz widok w stronę Jaworek będzie ostatnim widokiem, jaki zobaczę przez najbliższe godziny marszu. Jestem przekonany, że w piękny wiosenny czy jesienny dzień panorama z tego miejsca jest fantastyczna.
Zamglony umysł
Kolejne cztery i pół kilometra wiedzie super łagodnym niebieskim rozleniwiającym szlakiem, który na Obidzy łączy się z czerwonym i prowadzi dalej w kierunku Litawcowej. Niestety z powodu niskiego pułapu chmur widoczność ograniczała się do kilkuset metrów. Tego dnia jednak nie tylko krajobraz był zamglony. Okazało się, że sam nabawiłem się zamglenia i na rozejściu szlaków na Litawcowej zamiast kontynuować marsz szlakiem niebieskim, poszedłem prosto czerwonym. W normalnej sytuacji po 25m zegarek z wgranym śladem GPX ostrzegłby mnie, że zboczyłem ze ścieżki. W tym jednak konkretnym przypadku czerwony szlak był moim powrotnym, więc wg zegarka nadal byłem na szlaku. Sęk w tym, że zamiast w górę, to w dół. Nie wiem jak to zrobiłem, ale dopiero za Ruskim Wierchem zorientowałem się, że pomyliłem kierunki i trzeba będzie w sumie nadrobić 3 kilometry… Jaki z tego morał? Nic nie zastąpi uwagi na szlaku – nawet najbardziej zaawansowane technologie.
Zamglony szlak
Po powrocie na niebieski szlak kontynuowałem marsz w kierunku Rogaczy. ten odcinek zaczyna piąć się w górę ze średnim nachyleniem 12%. Po dotarciu pod szczyt Wielkiego Rogacza (ukryty w lesie) szlak zmienia się w czerwony i lekko opada w kierunku Przełęczy Żłóbki. Tutaj poczułem się jak w Matrixie – biel otaczała mnie ze wszystkich stron, a widoczność spadła do kilkunastu metrów. Za przełęczą czeka nas już ostatnie, najbardziej strome podejście wycieczki – na Radziejową. To około 800 metrowy odcinek, którego pierwsze 600 metrów to nachylenie średnie 26% (maksymalne 36%). Tego dnia w tym miejscu przydały się raczki.
Zamglony szczyt
Szczyt Radziejowej w całości pokrywa gęsty las świerkowy i tylko dzięki metalowo-drewnianej wieży widokowej z tarasem na 17 metrze jest szansa na widoki ze szczytu. Szansa jest. Ale nie tym razem. Choć wieża zachwycała bajkową strukturą lodu i szronu, to widok ograniczał się do pierwszej linii drzew, a za nimi już tylko mleko. Nicość. Mimo, że widoków nie było, ten matrixowy świat ze szczytu miał swoją magię. Temperatura nie zachęcała do dłuższych nasiadówek, więc po szybkim posiłku i herbacie (i oczywiście pieczątce KGP na szczycie) ruszyłem w drogę powrotną. Raczki w dół przydawały się bardziej niż w górę.
Powrót
Powrót do Litawcowej niebieskim szlakiem i dalej znanym mi już z mojej pomyłki szlakiem czerwonym przez Pokrywisko, Ruski Wierch, Jasielnik, Flader do granicy Popradzkiego Parku Krajobrazowego. Szlak na tym odcinku opada łagodnie. Na wysokości 850m kończy się las i zaczynają łąki oraz pastwiska wysoko nad Białą Wodą. Otwiera się też widok – w pogodny dzień na całe Pieniny i zapewne także Tatry. Tego dnia, wiadomo… szaruga. 500 metrów przed końcem wycieczki, nie skręciłem za czerwonym szlakiem nad Bazaltową Skałą, ale kontynuowałem marsz po wydeptanej ścieżce prosto na parking, skracając nieco ten 22,6 kilometrowy trip. Gdyby nie moja pomyłka, byłoby 3 kilometry mniej.
























