PolskaTatry

Giewont i Kasprowy Wierch + Świnicka Przełęcz z Doliny Strążyskiej 🔁🏡

DYSTANS

16.6 km (pętla)
+ kolejka do Kuźnica
+ 4,9 km powrót

SUMA PODEJŚĆ

2099 m

PUNKTY GOT

42

CAŁKOWITY CZAS

8:00 h + 0:50 h

NAJWYŻSZY SZCZYT

2076 m n.p.m.

GRUPA

1 osoba

POZIOM TRUDNOŚCI

9 / 10

EKSPOZYCJA

7 / 10

OGÓLNA OCENA SZLAKU

10 / 10
Jak liczę trudność i ekspozycję?

Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).


Moja pierwsza wyprawa w 2023 roku prowadziła czerwonym szlakiem na Małołączniak przez Ciemniak i Krzesanicę. Widok z Małołączniaka uświadomił mi, że tym malowniczym grzbietem można kontynuować wędrówkę w stronę Kasprowego Wierchu. Zamarzyłem wtedy o przedłużeniu trasy aż do tego szczytu, a może nawet dalej. Zaprojektowałem więc trasę, która miała być kontynuacją tamtej wyprawy – obejmującą odcinek od Kopy Kondrackiej po Kasprowy, z możliwością dojścia na Beskid, a może i na Liliowe. Ponieważ start zaplanowałem w Dolinie Strążyskiej, a szlak przebiegał tuż obok Giewontu, w planie brałem również możliwość jego zdobycia. Całość miała zakończyć się zjazdem kolejką z Kasprowego do Kuźnic i powrotem Ścieżką nad Reglami, z krótką wizytą na Sarniej Skale. W efekcie powstała efektowna pętla o długości 22 kilometrów ze zjazdem kolejką.

Wszystko perfekcyjnie zaplanowane

Czekałem na idealne okno pogodowe, które pojawiło się we wrześniową sobotę 2024 roku. Zarezerwowałem wcześniej bilety na parking oraz na przejazd kolejką na konkretną godzinę, aby mieć wystarczająco dużo czasu na dotarcie na Kasprowy Wierch i jednocześnie po zjeździe do Kuźnic zdążyć wrócić na parking przed zmrokiem. Wszystko było dopięte na ostatni guzik: odpowiednia ilość białka, kalorii, płynów, elektrolitów, zapasowe buty trailowe na odcinek Kopa Kondracka – Kasprowy Wierch, kask na Giewont (na wszelki wypadek), odzież na każdą pogodę, czołówka, kije, powerbank, mapy offline, wydrukowane bilety – wszystko przygotowane. Przygotowania do tej kilkugodzinnej wycieczki przypominały planowanie trekkingu życia. Nic nie mogło mnie zaskoczyć!

Wcześnie rano dotarłem na parking przy Dolinie Strążyskiej (było tam dosłownie kilka samochodów), aby punktualnie o 6:00 wyruszyć na szlak. Przez chwilę było jeszcze ciemno, ale wystarczająco jasno, by poruszać się bez problemu. W niecałe 25 minut dotarłem do Polany Strążyskiej – trasa bardzo łatwa, idealna na rozgrzanie nóg szybkim krokiem (średnie nachylenie niecałe 7%). W międzyczasie wstało słońce, rozświetlając błękit nieba, ozdobiony setkami malowniczych, drobnych białych obłoczków. Od Polany Strążyskiej do Grzybowca podejście jest już znacznie bardziej strome (średnie nachylenie to 21%, miejscami dochodzące do 60% na odcinku 1,7 km). Dzięki stromiźnie udało mi się wyprzedzić kilkanaście osób, które, ku mojemu zdziwieniu, również wpadły na ten sam genialny pomysł co ja i pojawiły się na szlaku o tej porze 🙂 Tutaj zaczyna się prawdziwe górskie wędrowanie.

Giewont

Pierwsze widoki można podziwiać jeszcze przed szczytem Grzybowca, głównie na Dolinę Małej Łąki i górujące nad nią Czerwone Wierchy. Majestat zaczyna odsłaniać także Giewont, zza którego tego poranka wyłaniało się słońce. Czerwony szlak dalej pnie się w górę (średnio 21%, miejscami 60%), ale wydawał mi się już mniej męczący niż do Grzybowca. Być może dlatego, że szlak staje się coraz bardziej malowniczy, a formacje skalne Baszt Giewonckich czy Giewonckiego Chłopka zachwycają w połączeniu ze stromo opadającymi ścianami Doliny Małej Łąki. Po 1 godzinie i 50 minutach od parkingu dotarłem na Wyżnią Kondracką Przełęcz, gdzie, oprócz kilku odpoczywających osób, spotkałem kozicę, która stała tuż przy niebieskim szlaku na Giewont i wręcz zapraszała do dalszej wędrówki. Szybko oszacowałem swoje możliwości, porównałem znikomą liczbę aktualnie przebywających osób na szlaku z ilością osób, które co prawda wyprzedziłem po drodze, ale z pewnością zaraz tu dotrą i zdecydowałem się na wejście na Giewont. Być może nie prędko trafi się druga taka okazja – prawie pusty Giewont i piękna pogoda. Zupełnie zapomniałem o moim lęku wysokości, akrofobii, lękiem przed spadaniem.

Założyłem kask oraz rękawiczki i zanim się obejrzałem po 20 minutach jadłem śniadanie na szczycie Giewontu. Aby uniknąć przeraźliwego lęku związanego z ekspozycją, skoncentrowałem się po prostu na każdym stawianym kroku i trzymaniu łańcuchów, które dawały poczucie względnego bezpieczeństwa. Nie oglądałem się za siebie, tłoku nie było, więc wspinaczka, co ważne dla osoby z lękiem wysokości, szła gładko i własnym tempem. Miałem szczęście, bo na szczycie było może 10 osób (a w sumie i tak było tłoczno). Wolę nie myśleć jak ciasno musi tam być, kiedy ludzi jest 5 razy więcej. Kanapka, herbatka i widoki jak z bajki przy leniwym porannym słońcu i już przy praktycznie bezchmurnym niebie. Utracona na podejściu energia wróciła w kilka chwil. Niezapomniana chwila radości i dumy. Jednak zdecydowanie lepiej czułem się przytulony plecami do skał w pozycji siedzącej niż stojąc pod krzyżem.

Zejście wydawało się być trudniejsze niż wejście, zwłaszcza że patrząc pod nogi cały czas jesteś narażony na ekspozycję. Ale udało mi się oswoić ten szczyt, więc w sumie poszło gładko. Jednocześnie nie było kolejek i zatorów podczas schodzenia, co pomogło w szybkim zejściu. Zapewne 20 minut później zaczęłyby się już tworzyć korki, bo ok. 8:30 pod Giewont zaczęło podchodzić coraz więcej ludzi.

Kondracka Kopa

Na Wyżniej Kondrackiej Przełęczy przebrałem się, bo zaczynało robić się ciepło. Zmieniłem też buty na super lekkie traile i to było super przyjemne uczucie pozbyć się z nóg dwa razy cięższych butów. Byłem gotowy do dalszego etapu mojego tripa. Kondracka Kopa swoją łagodną formą zdawała się być niewinną górką, ale przy dokładniejszym rzucie oka, widok pnącego się gdzieś wysoko szlaku daje do myślenia i budzi respekt. Widokowo trasa cały czas urzekała. Raz po raz zatrzymywałem się, żeby zachwycić się panoramami i zrobić zdjęcia. Wejście na Kopę to pokonanie 302 metrów w pionie na odcinku 1300 m licząc od Kondrackiej Przełęczy. To daje średnie nachylenie na poziomie 23%, ale w kilku miejscach sięga ono między 40 a 97%. Musisz być na to przygotowany/na.

Po 45 minutach dotarłem na Kopę Kondracką i tutaj znowu czekały na mnie fantastyczne widoki i choć godzina była wczesna, chętnych do podziwiania tychże było już całkiem sporo.

Główna grań Tatr

Z Kopy Kondrackiej wyruszyłem rodzajem szlaku, który uwielbiam – widokową granią, prostą technicznie z kilkoma miejscami wymagającymi użycia rąk do wspinaczki/zejścia. Mógłbym zatrzymywać się co krok, aby chłonąć widoki i robić zdjęcia. Tak jest tam pięknie. Na moje szczęście-nieszczęście większość ruchu czerwonym szlakiem odbywała się w przeciwną stronę, więc nie musiałem nikogo wyprzedzać, ale często ścieżka była na tyle wąska, że trzeba było szukać miejsca, żeby się ominąć. Szlak raz pnie się do góry, raz opada, mijamy skały, zbocza. Jesteśmy narażeni na ekspozycję cały czas, ale po Giewoncie nie ma już we mnie strachu. Zostawiłem go tam na górze, więc niczym kozica pokonałem 4 km od Kopy na Kasprowy w 1:30 h (w sumie 332 m w górę i 352 metry w dół).

Kasprowy Wierch

Tu niestety „zaczęło się”. Po pierwsze okazało się, że w tym dniu odbywał się XVII Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Górę z metą na Kasprowym (zawodnicy+ekipy+dopingujący), a po drugie tak piękna pogoda przyciągnęła absolutne tłumy, które na szczyt kolejka dowoziła bez końca. Gwar i ludzka masa skumulowały się na szczycie, z którego po krótkim odpoczynku uciekłem, aby dokończyć cel mojej podróży: Liliowe. Szlak z Kasprowego w kierunku Świnicy był już mocniej oblegany koło południa, ale na szczęście im dalej od Kasprowego, tym typ turysty zmieniał się na bardziej świadomego, co ułatwiało wycieczkę. Po 45 umiarkowanie męczących minutach dotarłem do Przełęczy Liliowe, a tym samym osiągnąłem główny cel swojej podróży (13 kilometr).

To może jeszcze kawałek dalej?

Miałem jednak duży zapas czasowy do odjazdu kolejki, więc zdecydowałem się podejść tak blisko Świnicy, na ile siły pozwolą. Przez chwilę nawet miałem myśl, że może i na ten wybitny szczyt dotrę ośmielony sukcesem wejścia na Giewont. I choć widoki rekompensowały postępujące zmęczenie, a widok przybliżającego się szczytu Świnicy działał jak magnes, to na Świnickiej Przełęczy zdecydowałem, że to kres mojej wędrówki. Zresztą godzina była niesprzyjająca – wiele osób ze Świnicy wracało, a jeszcze więcej się na nią wdrapywało i widoczne były zatory jeszcze na odcinku Świnicka Przełęcz – Pod Świnicą. Dodatkowo z tyłu głowy miałem godzinę odjazdu kolejki, na którą musiałem zdążyć. Zresztą, chojrakowanie w górach źle się kończy. Odpoczynek i herbata w pełnym słońcu z widokiem na Cichą Dolinę zrekompensowały nie spełnione ambicje.

Misterny plan wziął w łeb

45 minut zajął mi powrót na Kasprowy, choć trochę ułatwiłem sobie życie korzystając ze skrótów poza szlakiem – tych, które omijają podejście pod Skrajną Turnią i szczyt Beskid, a z których to widoki podziwiałem chwilę wcześniej. O 14:00 zakończyłem pierwszą część marszruty. Mocno odczuwałem w nogach blisko 17 km, 2000 m podejść i prawie 1000 m zejść. Godzinkę wykorzystałem na nadrobienie spalonych 5500 kcal w restauracji i godzinkę na drzemce połączonej ze smażeniem się na słońcu na szczycie Kasprowego otoczony setką turystów. I na tym zakończyłbym moją relację z tej części wyprawy zapraszając na jej drugą część, ale niestety zdarzyło się coś, czego nie przewidziałem.

Zgodnie z informacją na dużo wcześniej wykupionym bilecie na zjazd kolejką z Kasprowego na konkretną godzinę, miałem się zjawić 20 minut przed odjazdem przy bramce. Z racji tego, że odpoczywałem na górze nie zdawałem sobie sprawy, co dzieje się przy górnej stacji kolejki. Okazało się bowiem, że utworzyły się dwie GIGANTYCZNE kolejki – jedna do kasy, druga dla osób z biletami. Okazało się również, że nie ma znaczenia, na którą godzinę masz wykupiony bilet – musisz swoje odstać, aby dotrzeć do wagonika. Rozumiem sytuację, że zapewne przez bieg sprawy się „skomplikowały” w logistyce PKL, ale tym samym mój plan na zdobycie Sarniej Skały rozsypał się. Odstałem w kolejce ponad godzinę i załapałem się na zjazd 45 minut po czasie, a zachodu słońca nikt już o ten czas nie przesunął. Bałem się, że po prostu nie zdążę przed zmierzchem dotrzeć na parking, a Droga nad Reglami szybko zrobi się ciemna, bo prowadzi przez las. Tym samym po prostu zjechałem do Kuźnic i ul. Przewodników Tatrzańskich, a następnie ul. Czecha dotarłem do Drogi Pod Reglami, która tuż po zachodzie słońca doprowadziła mnie do parkingu u wylotu Doliny Strążyskiej. Te ostatnie niecałe 5 km przeleciałem w 0:50 h. Wystartowałem o 6:00, a skończyłem chwilę po 18:00.

To była jedna z moich najbardziej epickich i męczących tras (długość + ilość przewyższeń), jakie do tej pory odbyłem. A na główną grań Tatr i czerwony szlak chętnie wrócę. Mam nadzieję, że tym razem dotrę jeszcze dalej. Świnica?

⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości

🥾 Giewont i Kasprowy Wierch przez Świnicką Przełęcz z Doliny Strążyskiej
🔹 Ekspozycja: znaczna. Największe wyzwanie stanowi wejście na szczyt Giewontu – strome, skalne podejście z łańcuchami i widoczna przestrzeń po obu stronach może silnie działać na wyobraźnię. Dla osoby z akrofobią to kluczowy moment. Pozostała część trasy, w tym Świnicka Przełęcz i odcinek graniowy, jest wyraźnie odsłonięta, ale znacznie bardziej komfortowa psychicznie.
🔹 Trudności techniczne: duże. Trasa jest długa, z dużą sumą podejść i wymaga dobrej kondycji. Wejście na Giewont wymaga korzystania z łańcuchów, a zejście jesty strome i kamieniste. Przejście całego szlaku to wysiłek kondycyjny, choć technicznie nie jest trudne.

⚠️ Rekomendacje i ostrzeżenia
🔹 Wejście na Giewont zdecydowanie nie jest polecane osobom z silnym lękiem wysokości – ekspozycja i ew. tłok potęgują stres.
🔹 W słoneczne dni brak cienia na znacznych odcinkach może zwiększać zmęczenie – zaplanuj odpowiednie nawodnienie i tempo.

Ekspozycja na Giewoncie była dla mnie trudna, ale poradziłem sobie z nią, bo wygodnie usiadłem plecami do skał i cieszyłem się śniadaniem z widokiem. Pozostała część trasy była piękna i wymagająca kondycyjnie, ale na tle Giewontu psychicznie sporo spokojniejsza.
Nagrana trasa: Dolina Strążyska – Giewont – Świnicka Przełęcz – Kasprowy Wierch | mapa-turystyczna.pl
Nagrana trasa: Kuźnice – Dolina Strążyska (powrót z wycieczki Dolina Strążyska – Giewont – Świnicka Przełęcz – Kasprowy Wierch) | mapa-turystyczna.pl

Zdjęcia ze szlaku

Podsumowanie

📍 Start i parking – Trasa rozpoczyna się na parkingu przy wylocie Doliny Strążyskiej w Zakopanem. Miejsca są płatne i dostępne w ograniczonej liczbie, dlatego warto przyjechać wcześnie rano lub zrobić rezerwację przez Internet.

🥾 Trasa – Pętla o długości 16,6 km z łącznym przewyższeniem około 2100 m. Początkowo czerwonym szlakiem przez Dolinę Strążyską na Polanę Strążyską, następnie przez Przełęcz w Grzybowcu na Wyżnią Kondracką Przełęcz. Stąd niebieskim szlakiem na Giewont (1895 m n.p.m.). Powrót na przełęcz i dalej żółtym szlakiem na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.), a następnie czerwonym szlakiem do Kasprowego Wierchu (1987 m n.p.m.). Później przez Beskid i Liliowe na Świnicką Przełęcz (2051 m n.p.m.). Powrót tą samą trasą do Kasprowego Wierchu, zjazd kolejką do Kuźnic, a następnie pieszo przez ul. Przewodników Tatrzańskich, ul. Czecha i Drogę pod Reglami z powrotem na parking przy Dolinie Strążyskiej. Całość zajmuje około 8 godzin marszu plus czas na zjazd kolejką plus ok. godziny powrotu na parking.

🌄 Widoki – Trasa oferuje spektakularne panoramy Tatr Zachodnich i Wysokich. Z Giewontu rozciąga się widok na Zakopane i otaczające doliny. Grań Czerwonych Wierchów i okolice Kasprowego Wierchu dostarczają niezapomnianych wrażeń krajobrazowych. Podejście na Świnicką Przełęcz jest także doskonałym miejscem obserwacyjnym samej Świnicy.

Schroniska i infrastruktura – Na trasie brak schronisk, ale w górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu znajduje się restauracja.

🧭 Orientacja – Szlaki są dobrze oznakowane, jednak należy zachować ostrożność na odcinkach z łańcuchami przy wejściu na Giewont. Choć mało kto używa, ale zabranie kasku na Giewont powinno być standardem.

📝 Na marginesie szlaku – Trasa jest wymagająca kondycyjnie, ale dostarcza wielu wrażeń i pięknych widoków. Połączenie wejścia na Giewont, przejścia przez duży fragment głównej grani Tatr i dotarcia na Kasprowy Wierch to klasyka tatrzańskich wędrówek. Zjazd kolejką pozwala zaoszczędzić siły na końcowy odcinek powrotu do Doliny Strążyskiej, a i dostarcza zawsze jakiejś rozrywki.

Bardzo subiektywna ocena trasy

Giewont i Kasprowy Wierch + Świnicka Przełęcz z Doliny Strążyskiej 🔁🏡

10/10

Pamiętajcie, że to moja subiektywna ocena trasy. Może się różnić w zależności od pogody, widoczności w danym dniu, a nawet ruchu na szlaku czy mojego samopoczucia.

  • Rated 10 out of 10
    10
  • Rated 10 out of 10
    10

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *