GrecjaŚwiat

Wąwóz Perivolakia (Kreta) 🔁

DYSTANS

9.6 km (pętla)

SUMA PODEJŚĆ

420 m

PUNKTY GOT

CAŁKOWITY CZAS

2:52 h

NAJWYŻSZY SZCZYT

420 m n.p.m.

GRUPA

1 osoba

POZIOM TRUDNOŚCI

5 / 10

EKSPOZYCJA

3 / 10

OGÓLNA OCENA SZLAKU

10 / 10
Jak liczę trudność i ekspozycję?

Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).


Okazuje się, że Kreta słynie z licznych wąwozów, których jest na wyspie ok. 300. Najsłynniejszy i jednocześnie najdłuższy wąwóz to Samaria, który oczywiście odwiedziłem podczas mojego urlopu (https://szlakmnietrafi.pl/wawoz-samaria-kreta/), ale nie mogłem oprzeć się pokusie eksploracji kolejnych. W związku z tym, że Wąwóz Perivolakia znajdował się bardzo blisko jednej z naszych kreteńskich lokacji za pomocą aplikacji AllTrails przygotowałem zapętlony szlak, który mnie trafił.

Planowanie

Sierpień na Krecie to upał. Osobiście kocham upał i słońce, więc nie specjalnie straszne są mi aktywności w takich warunkach. Mam jednak ogromną pokorę do gór i górek wszelakich. Staram się do każdej wycieczki przygotować najlepiej jak mogę, nawet jeśli szlak wydaje się prosty, a pogoda zdaje się być stabilna. W związku z tym do Wąwozu Kapsa (to jego inna nazwa wywodząca się od klasztoru Moni Kapsa (gr. Μονή Κάψα), który znajduje się u południowego wylotu wąwozu, tuż przy wybrzeżu Morza Libijskiego) wybrałem się przede wszystkim tuż po wschodzie słońca, żeby nie narażać się niepotrzebnie na żar lejący się z nieba. Zabrałem ze sobą spory zapas wody, lekki prowiant, powerbank, a telefon i zegarek miały wgrane mapy offline ze śladem GPX zaprojektowanej trasy. Obowiązkowo czapka z daszkiem i trailowe buty (lekkie, przyczepne, idealne na lato). Samochód zaparkowałem przed 7 rano bez problemu na utwardzonym parkingu przy plaży Moni Kapsa tuż u wylotu wąwozu.

Szukaj kropka

Już od pierwszych metrów wąwozu wpadłem w euforię. Choć błękit morza szybko zniknął z pola widzenia i zostawiłem go za plecami, a zieleń szybko zamieniła się się skalisty krajobraz, to właśnie ta surowość, dzikość, cisza, pustka mnie zafascynowała. Nad wysokimi skalistymi ścianami wisiało błękitne sklepienie, a ja z podekscytowaniem pokonywałem kolejne metry tego całkowicie opustoszałego zakątka wypatrując na skałach charakterystycznych czerwonych kropek wyznaczających trasę. To był w sumie chyba największy challenge – wypatrzeć je było niczym tropienie dzikiej zwierzyny. Pewno zadajecie sobie pytanie, po co wąwozie szukać ścieżki, skoro tak naprawdę po prostu idziemy w górę pomiędzy wysokimi i widocznymi ścianami wyznaczającymi kierunek. W tym wypadku dlatego, że szlak dość malowniczo się wije, ale nie koniecznie dnem wąwozu. Czasem trzeba się ostro wspiąć, innym razem ominąć gruzowisko ogromnych skał, czasem przejść bokiem itd. Szukanie kropek sprawiło, że szedłem dużo wolniej niż zwykle, ale jednocześnie sprawiało wiele satysfakcji, przywołując na myśl tropicieli z Dzikiego Zachodu z książek z lat młodości.

Trochę ponad 4 km wąwozu i przewyższenie ok. 340m daje średnie nachylenie na poziomie 10%, ale miejscami potrzebne Wam będą ręce do podciągania i pokonywania skał i ogromnych kamieni. Niektóre zbocza są o wiele bardziej strome niż te średnie 10%. Z pewnością trochę energii trzeba włożyć w ten odcinek szlaku. Szczęśliwie wysokie ściany wąwozu praktycznie cały czas chroniły mnie od słońca, które ciągle było zbyt nisko. To naprawdę ułatwiło sprawę. Spacer w samo południe oznaczyłby skalną patelnię ze słońcem na plecach praktycznie przez cały czas przemarszu. Przejście wąwozu zajęło mi ok. 1,5h – gdyby nie szukanie kropek, pewno udałoby się szybciej. Przyznam jednak, że tempo miałem żwawe i skakałem z kamienia na kamień jak dzikie kozy, których spotkałem kilkadziesiąt na ok. 3-cim kilometrze, które stojąc na prawie pionowych ścianach wąwozu wpatrywały się we mnie w bezruchu. Creepy 🙂

Koniec wąwozu, nie koniec przygody

Po wyjściu z wąwozu trochę pobłądziłem naruszając tereny prywatne – pobliskie sady, ale finalnie dotarłem do malutkiej, bardzo klimatycznej wioski Perivolakia, skąd skierowałem swoje kroki najpierw na wschód, a następnie na południe polną drogą, która wyniosła mnie nad wąwóz. Ścieżka prowadzi jednak w znacznej odległości od urwisk, więc nie trzeba obawiać się ekspozycji. Zapewne można próbować podejść bliżej, ale ja wolałem trzymać się założonego planu. W pewnym momencie (dzięki śladom GPX wiedziałem gdzie), polną drogę zamieniamy na zlewającą się z krajobrazem ścieżkę pomiędzy kamieniami i wysuszoną na wiór niską roślinnością. Naszym oczom też powoli ukazuje się bezkres morza libijskiego. Zapach ziół, słońce, błękity i ta surowa jałowa ziemia potrafią przyprawić o zawrót głowy. Byłem tak nieobecny myślami i skoncentrowany na identyfikowaniu ścieżki, że w ostatniej chwili i kątem oka zobaczyłem, że przeszedłem tuż obok turystów, którzy wychodzili z czegoś na kształt jaskini na średnio-stromo opadającym zboczu w kierunku wybrzeża. Tak się przestraszyłem , że ktoś nagle wyrósł niespodziewania na trasie, że zamiast zatrzymać się i pójść zobaczyć jaskinię przyspieszyłem tylko kroku. Trochę żałuję, bo lubię takie krajobrazowe niespodzianki na szlaku, a na mapach nie była ona oznaczona. Zresztą trochę wcześniej, tuż za wioską był kierunkowskaz do Vornofeto Cave. Niestety brak informacji jak daleko się ona znajduje plus praktycznie zero informacji w sieci na jej temat spowodowała, że także się do niej nie pofatygowałem.

Słońce zaczynało palić, a ja znajdowałem się na zboczu centralnie zwróconym na południe. Nie chciałem też niepotrzebnie niepokoić moich bliskich, więc raczej zdecydowanym krokiem kierowałem się w dół. Szlak łagodnie opadał w dół, ale najbardziej stromy był już na samym końcu w okolicach klasztoru.

5-cio kilometrowy odcinek od wioski na parking zajął mi ok. 1:20h. Początkowo trzeba się wspiąć nad wioskę – ok. 80 metrów, a następnie z poziomu 420 m n.p.m. nad to morze trzeba zejść ścieżką o średnim nachyleniu 14%. Samo zbocze jest pochylone bardziej, ale lekko je trawersujemy. Na finalnym odcinku miejscowe nachylenie zwiększa się do ok. 30%.

Szlak bardzo mi się podobał, bo jest zupełnie inny niż taki, z którymi zazwyczaj mam do czynienia. Miał w sobie coś z dzikiej przygody, krajobraz zmieniał się jak w kalejdoskopie: plaża, wąwóz, wioska, bezkresny widok na bajeczne morze. Dla miłośników kontrolowanych off-traili.

⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości

🥾 Perivolakía Gorge (Kreta)
🔹 Ekspozycja: umiarkowana. Szlak prowadzi dnem wąwozu, gdzie miejscami występują skalne zwężenia, uskoki i odcinki biegnące tuż przy urwiskach. Choć nie są one bardzo wysokie, mogą powodować dyskomfort u osób z silną wrażliwością na ekspozycję.
🔹 Trudności techniczne: podwyższone. Trasa wymaga przekraczania głazów, wspinania się po skałkach i schodzenia po nierównym terenie. Nie występują sztuczne ułatwienia (oprócz jednej nie specjalnie wysokiej drabiny), a techniczna orientacja w terenie jest miejscami utrudniona.

⚠️ Rekomendacje i ostrzeżenia
🔹 Wąwóz może być miejscami trudny do przebycia po opadach – zagrożenie osunięć i błota.
🔹 Brak oznaczeń na niektórych odcinkach – warto mieć nawigację GPS.
🔹 Dobre buty z przyczepnością to konieczność – wiele stromych i niestabilnych fragmentów.
🔹 Nie zalecane przy silnym lęku wysokości – choć ekspozycja nie jest skrajna, skały i urwiska są obecne.

Dla mnie ta trasa była zaskakująco wymagająca – momentami ekspozycja była lekko odczuwalna, szczególnie w skalnych zwężeniach. Choć wysokość nie była ekstremalna, brak barier i niestabilne podłoże wywoływały akceptowalne napięcie. Dla osób z silną akrofobią może być to jednak szlak wymagający psychicznie.

Zdjęcia ze szlaku

Podsumowanie

📍 Start i parking – Trasa rozpoczyna się przy klasztorze Moni Kapsa, położonym tuż nad Morzem Libijskim. Możliwość zaparkowania tuż obok klasztoru – kilka miejsc wzdłuż drogi.

🥾 Trasa – Pętla o długości ok. 9,6 km z łącznym przewyższeniem 420 m. Początkowo podejście dnem wąwozu – skaliste, miejscami wymagające wspinania się po głazach. Po wyjściu na płaskowyż widoki się otwierają, a powrót odbywa się najpierw szutrową drogą, a potem ścieżką trawersującą zbocze w pełnym słońcu. Mój czas przejścia to ok. 3 godzin z krótkimi przerwami.

🌄 Widoki – Głębokie ściany wąwozu, surowy krajobraz i spokój gór południowo-wschodniej Krety. W części środkowej doliny robi się naprawdę dziko – cisza totalna. Gdy dociera się na górną część trasy, widok sięga od wzgórz regionu Sitia po Morze Libijskie.

Schroniska i infrastruktura – Brak. Zabierz wodę i kapelusz – na trasie nie ma cienia ani punktów gastronomicznych. Klasztor Kapsa nie pełni funkcji turystycznej, choć można tam chwilę odpocząć w cieniu.

🧭 Orientacja – W dnie wąwozu orientację utrudnia brak oficjalnego szlaku – jedyne oznaczenia to czerwone kropki na kamieniach i ścianach. Trzeba być uważnym, bo nietrudno zejść z właściwej ścieżki. Na płaskowyżu i powrotnej drodze sytuacja niby jest oczywista, ale pozory mogą mylić i łatwo zgubić czerwone kropki. Przy zejściu może to być niebezpieczne, bo w niektórych miejscach, zbocze obrywa się i pionowo opada skałami do poziomu drogi nad morzem. Dlatego istotne jest poruszanie się po wyznaczonej do zejścia ścieżce.

📝 Na marginesie szlaku – Trasa z zaskakująco górskim charakterem jak na południową Kretę. Surowa, pusta, niemal bezludna – idealna dla tych, którzy chcą oderwać się od kurortowego zgiełku i poczuć dzikość tej części wyspy. Wąwóz Perivolakia to nie tylko spacer – to przygoda dla miłośników tego typu wyzwań.

Bardzo subiektywna ocena trasy

Wąwóz Perivolakia (Kreta) 🔁

10/10

Pamiętajcie, że to moja subiektywna ocena trasy. Może się różnić w zależności od pogody, widoczności w danym dniu, a nawet ruchu na szlaku czy mojego samopoczucia.

  • Rated 10 out of 10
    10
  • Rated 10 out of 10
    10

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *