DYSTANS
2.3 kmSUMA PODEJŚĆ
143 mPUNKTY GOT
CAŁKOWITY CZAS
0:52 hNAJWYŻSZY SZCZYT
319 m n.p.m.GRUPA
1 osoba + piesPOZIOM TRUDNOŚCI
1 / 10EKSPOZYCJA
1 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
2 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
Rok pański 2025 postanowił rozpocząć jesień od razu od końca – od śniegu, błota i chmur. Złota polska? Gdzie tam. W Tatrach sypnęło trzydzieści centymetrów puchu i tyle było z moich planów na Szpiglasowy Wierch* (nie mam doświadczenia w wysokich górach zimą). Beskidy od tygodni tonęły w deszczu, a ja miałem wrażenie, że od miesiąca nie widziałem słońca. Jeszcze niedawno biegałem po Tatrach i Pieninach, licząc na barwną jesień. Dostałem – szaro-burą, z dodatkiem wilgoci i rozczarowania.
Prognozy pogody zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jeszcze poprzedniego dnia kolejny tydzień w Tatrach miał być jednym wielkim „oknem pogodowym” i już miałem w głowie dwa gotowe wyjazdy. Wystarczyła jednak niedziela, żeby wszystko się odwróciło – niebo znowu przykryła szara, wilgotna maź, a prognozy zwiastowały pustkę w kolorze popielatym na kolejne dni.
Żeby nie oszaleć z bezczynności, musiałem się ratować czymś bliższym i mniej ambitnym. Padło na Dolinę Brzoskwinki – niewielką, wapienną dolinkę w pobliżu Krakowa, która miała być substytutem kolejnej górskiej wyprawy.
Z czworonogiem wśród skał i błota
Nie przygotowałem żadnej konkretnej trasy. Po prostu: kurtka na plecy, membrany na stopy, pies na smycz – i w drogę. Dojechałem do parkingu w Chrosnej. Jest przestronny, darmowy i – co ważne – stoi tam solidna wiata, w której można schować się przed deszczem, zjeść kanapkę albo wypić herbatę z termosu. Tędy przebiega niebieski szlak łączący Morawicę z Brzoskwinią oraz ścieżka dydaktyczna „Chrośnianeczka”, oznaczona na czerwono. Tworzy pętlę o długości nieco ponad cztery kilometry, prowadzącą przez dolinę i wieś Chrosna.
Po przejściu około dwustu metrów utwardzoną drogą odbiłem w lewo, zgodnie z przebiegiem szlaku, zostawiając za sobą zabudowania, i zacząłem lekkie podejście pod linię wapiennych skał. Szlak był wąski, po deszczu błotnisty i śliski. Już po chwili między drzewami zaczęły się pojawiać wapienne formacje – każda z własną nazwą. Na wielu z nich wytyczono drogi wspinaczkowe; podobno jest ich w tej okolicy ponad trzysta dwadzieścia. Nie spotkałem jednak nikogo. Kto by się zapuszczał w taki niedzielny poranek – pochmurny i wilgotny? Desperat…
Choć szlak jest dobrze oznakowany, odchodzi od niego wiele bocznych, wydeptanych ścieżek. Jedne wychodzą nad skały – np. między Mysiurą a Żmijową – inne, jak przy Obchodni, pozwalają przejść skalnym korytarzem. Teren daje mnóstwo możliwości eksploracji, ale z żywiołowym Blake’em na smyczy to karkołomne (dosłownie) wyzwanie. Pod górę pracuje jak mały wyciąg „wyrwirączka”, natomiast przy zejściach skutecznie uniemożliwia hamowanie na błotnistym, liściastym podłożu.
Za Brzuszną Skałą szlak opada z powrotem ku dnu doliny i szerokim, utwardzonym duktem prowadzi w stronę parkingu przy ulicy Jurajskiej w Brzoskwini. My docieramy tylko do zagospodarowanego miejsca biwakowego, kilkadziesiąt metrów wcześniej. Nowo wybudowana, drewniana wiata ze stołem i ławami, kawałek kostki brukowej, stojak na rowery, tablica informacyjna, miejsce na ognisko, a nawet rampa dla niepełnosprawnych – wszystko rozsądnie urządzone. Idealne na piknik z rodziną.
Zawracamy do rozejścia szlaków i znów ruszamy ostrzej pod górę – wąską, błotnistą ścieżką „Chrośnianeczki” – aż na Wielki Brzeg, czyli skalne żebro wznoszące się nad doliną. Na jego szczycie stoi drewniany krzyż, a w pogodny dzień zapewne rozpościera się stąd niezły widok. Tym razem pułap chmur i jesienna szaruga nie sprzyjają żadnym panoramom, ale sam punkt okazuje się miłą niespodzianką. Brak barierek wymusza zachowanie dodatkowej ostrożności.
Ponieważ nie planowałem wcześniej trasy i dopiero później dowiedziałem się o istnieniu pełnej pętli Chrośnianeczki, schodzę z Wielkiego Brzegu „na dziko” – wzdłuż łąk i sadów wzgórza Malostówki. Po drodze przegapiam Jaskinię Ducha Gór, o której istnieniu dowiaduję się także dopiero w domu. Taki już los spacerów z atletycznym, energicznym czworonogiem – zdjęcia jeszcze da się zrobić, ale przeglądanie mapy w marszu to już sport ekstremalny. Docieram nad Mysiurę i wracam między skałami na główny szlak.
W drodze powrotnej przechodzimy przez wąski skalny korytarz Obchodni, zaliczając ostatnią atrakcję trasy. Szczelina jest wąska, ma kilkanaście metrów długości i można ją spokojnie pokonać bez cyrkowych wygibasów. Dalej znaną już ścieżką wracamy na pusty parking. Całość zajmuje nam niecałą godzinę spokojnego marszu — choć określenie „spokojny” w przypadku spaceru z Blake’em to raczej literacka fikcja.
Chętnie wrócimy do Doliny Brzoskwinki – następnym razem w pełnej wersji pętli Chrośnianeczki, z wizytą na Słonecznej Polanie pod stacją radarową „Edyta” w Brzoskwini.
* Gdy kończyłem pisać tę relację, zobaczyłem na Tatromaniaku aktualne zdjęcia ze Szpiglasowego Wierchu. Pogoda? Warunki? Petarda. A u mnie – szaruga do potęgi entej. Szlak Mnie Trafi!
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
…































