DYSTANS
13.9 kmSUMA PODEJŚĆ
485 mPUNKTY GOT
18CAŁKOWITY CZAS
4:23 hNAJWYŻSZY SZCZYT
883 m n.p.m.GRUPA
2 osobyPOZIOM TRUDNOŚCI
4 / 10EKSPOZYCJA
1 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
5 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
W drodze powrotnej po wyprawie do Doliny Pięciu Stawów, Morskiego Oka i Czarnego Stawu pod Rysami postanowiłem spędzić jeszcze dzień z Pieninami Spiskimi i ich najwyższym szczytem – górą Żar, która zaliczana jest do korony Pienin, a także Diademu Gór Polskich. Największym atutem trasy, którą mieliśmy przejść z Coco są cudowne panoramy Tatr z bajkowym przedpolem w postaci Podgórz Podtatrzańskich oraz Magury Spiskiej, a także fakt iż nie jest ona zbyt popularna, przez co spokojna i nieoblegana przez turystów. Zweryfikowaliśmy to w pochmurną wrześniową niedzielę.
Pogoda barowa czyli zawsze może być gorzej
Jako, że dzień wcześniej lało i chcąc nie chcąc byliśmy zmuszeni poświęcić sobotę na regenerację po 25-kilometrowym spacerku po Tatrach, to przynajmniej niedziela, choć pochmurna i szara, nie serwowała deszczu. Zawsze to jakiś pozytyw, ale niestety chmury nie dawały zbytnio nadziei na to, na co najbardziej liczyłem podczas tej wycieki – fantastyczną panoramę Tatr z Grandeusa 796 m n.p.m. To właśnie z tego miejsca możecie bardzo często podziwiać niezwykłe fotografie Tatr z charakterystycznym przedpolem składającym się z falujących łąk i pól. W zależności od pory roku zielonych, żółtych, czerwonych, białych – bardzo malownicze miejsce. Dlatego zaproponowałem, żeby na Żar dotrzeć przez Grandeus czerwonym szlakiem z Łapsze Wyżne, zamiast krócej z Dursztyna z pominięciem tego bezleśnego wzniesienia.
Z bezpłatnego parkingu obok Kościoła św. Apostołów Piotra i Pawła w Łapszach Wyżnych wyruszyliśmy chwilę po godzinie 11 od razu kierując swoje kroki na czerwony szlak, którym dość szybko wznieśliśmy się ponad zabudowę. Średnie nachylenie tego pierwszego odcinka wynosi trochę ponad 15%, więc od razu nastawcie się na aktywną rozgrzewkę na starcie, a jeśli jest mokro lub pada to także na szybko zabłocone buty.
Grandeus Pierwszy Zachmurzony
Tak jak przewidywałem, pogoda nie dała nam najmniejszych szans na panoramę Tatr z Grandeusa. Góry oddzielała od nas gruba warstwa niskich chmur. Jedynie Pieniny majaczyły na wschodnim horyzoncie wraz z charakterystyczną sylwetą Trzech Koron. W dodatku pod wieżą przekaźnikową oraz wiatą na szczycie swoje spotkanie urządzili sobie miejscowi fani quadów, więc od razu ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem na północ w kierunku Dursztyna. Szlak wiedzie obok Kalotów Wierch (na który dotarliśmy wyraźnie przetartą szeroką ścieżką), a następnie wzdłuż ulicy Długiej, którą docieramy do centrum Dursztyna. Obok Kościoła św. Jana Chrzciciela skręcamy na wschód w ulicę Pienińską, gdzie czerwony szlak szybko wyprowadza nas poza zabudowania wioski. Naszym oczom ukazał się cudny widok na moje „kieszonkowe góry” Pieniny Spiskie. Malownicze, gęsto utkane wzniesienia, lasy, łąki, małe hale tworzące efekt makiety, który tak bardzo kocham w Pieninach. Docieramy do ostatnich zabudowań i po chwili idziemy wzdłuż linii lasu nad Jurgowskimi Stajniami.
Pół kilometra, które da Wam popalić
Trochę ponad 2 kilometry od Dursztyna czerwony szlak skręca o 90° w lewo i wchodzi w gęsty las. Od tego momentu czeka na Was 500 metrowa winda w górę. Dodam tylko, że to winda nieczynna. Trzeba na nogach wspiąć się blisko 150 m w górę – to równowartość ok. 50 pięter czyli coś jak Sky Tower we Wrocławiu 🙂 Średnie nachylenie na tym odcinku wynosi prawie 29%, a miejscami sięga 50%. Nie ma szans, żeby nie dało Wam się we znaki. Możecie sobie wyobrazić, co Coco mruczała pod nosem mozolnie pod moim adresem, wspinając się krok po kroku po zboczach Łós. Choć uprzedziłem ją, że czeka nas jedno bardziej strome podejście, to jak zwykle zdawała się zaskoczona, że jest ono związane z niechybnym wysiłkiem, potem i łzami 🙂
Pokonanie tego podejścia zajęło nam 30 minut. Było to tempo żółwie minus, więc jeśli cieszycie się dobrą kondycją spokojnie pokonacie te pół kilometra o wiele szybciej. Problemem jest jednak błoto, które niechybnie może się tam pojawić po mocnych opadach deszczu czy podczas rozstopów, a w zimie i zamarzniętej ziemi nie ryzykowałbym wspinaczki bez raczków.
Teraz już z górki, chyba że wpadniecie do Dziury Mutiego
Dla wszystkich maruderów – po dotarciu na Łós (tak naprawdę w jego pobliże oznaczone amatorsko na drzewie przy szlaku, bo sam szczyt jest w przeciwnym kierunku niż czerwony szlak) nic wymagającego wysiłku wspinaczkowego Was już nie czeka*. Od tego momentu czerwony szlak wiedzie grzbietem Pienin Spiskich, najpierw płasko, a po osiągnięciu szczytu Żar opada łagodnie w kierunku Niedzicy. Grzbiet ten jest dość wąski, choć oczywiście nie na tyle, żeby porównać go do tatrzańskich grani. Nie mniej jednak momentami można zarówno oglądać panoramę rozciągającą się na północ (Gorce) jak i południe (Tatry). W dzień pochmurny wymagana jest jednak duża wyobraźnia, żeby te panoramy zobaczyć.
Tuż przed dotarciem na szczyt góry Żar, po lewej stronie przy samym szlaku znajduje się „Schronisko w Żarze” inaczej nazywane „Dziura Mutiego”. To nic innego jak skalny komin o wysokości kilku metrów. Problem polega na tym, że zaraz obok znajduje się mała skalna wychodnia, z której rozpościera się widok w kierunku Gorców. Jeśli przez nieuwagę nie zauważysz Dziury Mutiego (gdybym nie wiedział, że mam się jej tam spodziewać, mógłbym jej nie zauważyć) możesz sobie zrobić sporą krzywdę. W dniu w którym tam byliśmy przed otworem była wbita niska złamana żerdź, na której najpewniej wcześniej była umieszczona jakaś tabliczka ostrzegawcza. Jednym słowem, zachowajcie ostrożność w tym miejscu!
Żar 883 m n.p.m. – niesłusznie zwany Braniskiem
Na pokonanie odcinka od Łós do „wieży widokowej” na górze Żar potrzebowaliśmy nieco ponad 10 minut. Specjalnie użyłem apostrofów, ponieważ nazwanie tej drewnianej konstrukcji wieżą widokową to lekka przesada. Platforma bez zadaszenia i nie koniecznie widokowa o wysokości (na moje oko) ok. 5 metrów niestety nie oferuje specjalnych widoków. Nie różnią się one od tego, co chwilę wcześniej oferował głaz obok Dziury Mutiego, przy czym wierzchołki drzew poniżej za kilka lat zasłonią całkowicie ten widok. O widoku na Tatry zapomnijcie. Drzewa skutecznie to uniemożliwiają.
Zgodnie z tabliczką szczytową góra Żar to nie Branisko. Pomyłka wzięła się najpewniej z niedokładnych dawnych pomiarów i map katastralnych austriackich i polskich, na których błędnie oznaczono to wzniesienie tym właśnie mianem. Branisko to zupełnie inny masyw – pasmo górskie na Słowacji, między Spiszem a Szaryszem (najwyższy szczyt: Smrekovica 1200 m).
Rozgościliśmy się na kilka chwil przy pobliskim stole z ławami, żeby podelektować się wyborną herbatką z termosa.
Kierunek Niedzica
Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem, który delikatnie falując wiedzie na wschód w kierunku Niedzicy. Po drodze mijamy nieoznakowany szczyt Szumne 849 m n.p.m., a zaraz za nim docieramy do Polany Wapienne, z której ponownie przy dobrej widoczności rozpościera się szeroki widok na Tatry przez malowniczą Magurę Spiską. Niestety tego dnia pułap chmur skutecznie to uniemożliwiał. Po drodze mijamy Przełęcz Przesła, na której krzyżują się szlak czerwony i żółty (Łapsze Niżne – Falsztyn).
* Wspomniałem wcześniej, że po ataku na Łós „nic wymagającego wysiłku wspinaczkowego Was już nie czeka”, ale… Kilkaset metrów za przełęczą dostrzeżecie na jednym z drzew odręcznie przygotowaną tabliczkę z informacją o możliwości dotarcia na Barwinkową Górę 727 m n.p.m. z zachęcającą informacją o „pieczątce na szczycie”. Jeśli nie straszne Wam dodatkowe 5 minut i ok. 20-30 metrów wspinaczki to możecie zdobyć ten szczyt i pieczątkę, którą faktycznie znajdziecie w skrzyneczce na górze. Choć Coco nie bardzo uśmiechało się przedzieranie się przez las i wdrapywanie na kolejny szczyt, to wabik w postaci dodatkowej pieczątki zadziałał. Barwinkowa Góra zdobyta w kilka chwil. Sam szczyt nie oferuje żadnych widoków, ani nawet tabliczki szczytowej, ale pieczątka wynagradza „trud” dotarcia na górę 🙂
Po około 5 kilometrach od szczytu Żar docieramy na dużą Halę Cisówka, skąd przepięknie otwiera się widok na Jezioro Czorsztyńskie i górujące nad nim Gorce. Dalej Beskid Sądecki, który tego dnia spowijały chmury. Na szczęście Pieniny i Trzy Korony nie zawiodły i pomimo pochmurnego nieba malowały się na horyzoncie pejzażowo. Po dotarciu do wiaty turystycznej pod masztem telekomunikacyjnym Nad Tabor 618 m n.p.m. mieliśmy po raz kolejny cieszyć się panoramą Tatr, ale musieliśmy obejść się smakiem i obejrzeć wyłącznie ich wydrukowaną i opisaną wersją na tablicy wersję. Ulicą Profesorską dotarliśmy Niedzicy tuż obok Zamku Dunajec.
Powrót do Łapsze Wyżne
Całość trasy zajęła nam spokojnym tempem niecałe 4,5 godziny. Na całej trasie spotkaliśmy jednego quada poruszającego się (sic!) po czerwonym szlaku w rejonie Szumne oraz trójkę turystek przed Cisówką. Jak na blisko 14 kilometrów szlaku to praktycznie zerowy ruch. Nie wiem czy z powodu niepewnej pogody, zakończonych właśnie wakacji, a może braku popularności tego szlaku (a może wszystko razem), ale jedno wiem na pewno – szlak ma kilka „momentów” i gdyby pogoda oraz widoczność dopisały, byłby to panoramiczny sztos. Widoki z Grandeusa, z Polany Wapienne, z Hali Cisówka i punktu widokowego Nad Tabor z miłą chęcią bym zobaczył ponownie – tym razem przy pełnej współpracy z bezkresnym niebem i wyrazistymi Tatrami w tle.
Szlak, który zaplanowałem nie zakładał powrotu na nogach – musielibyśmy dreptać kolejne 14 kilometrów po własnych śladach, a na to nie mieliśmy już czasu. Na autobus (bodajże darmowy), który mógłby nas podwieźć do Łapsze Wyżne musieliśmy czekać kilka godzin. Skorzystaliśmy więc z usług jednej z firm przewozowych, które reklamują się na słupach Niedzicy. Dopiero trzeci przewoźnik podjął się transportu, ale cena zwalała z nóg. Za niecałe 13 km przyszło nam zapłacić 120,- PLN (tak wysoka cena wynikała z faktu, że taxi nie stacjonuje w samej Niedzicy tylko kilkanaście kilometrów dalej i cały kurs dla kierowcy to ok. 40 km). Co ciekawe, kiedy już czekaliśmy na zamówionego kierowcę, okazało się, że w tym rejonie działa Uber i najprawdopodobniej udałoby się go zamówić w cenie 35-55 PLN za taki kurs. Skoro jednak już zamówiliśmy prywatny przejazd, musieliśmy przełknąć gorzką pigułkę związaną z ceną za przejazd.
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
…

















































