DYSTANS
18 kmSUMA PODEJŚĆ
969 mPUNKTY GOT
CAŁKOWITY CZAS
6:58 hNAJWYŻSZY SZCZYT
643 m n.p.m.GRUPA
5 osóbPOZIOM TRUDNOŚCI
6 / 10EKSPOZYCJA
3 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
10 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
🔹 Ekspozycja: 3/10. Vidden nie jest szlakiem mocno eksponowanym i przy zachowaniu zdrowego rozsądku lęk wysokości można tutaj praktycznie zminimalizować do bardzo niskiego poziomu. Zdecydowana większość trasy prowadzi szerokimi grzbietami i otwartymi płaskowyżami, bez przepaści czy technicznych przeszkód. Większy dyskomfort mogą wywoływać jedynie punkty widokowe – szczególnie te ze szklanymi balustradami – oraz naturalna surowość i przestrzeń norweskiego krajobrazu.
Z perspektywy akrofobika: wieloletnie doświadczenia na szlakach i kolejny wyjazd do Norwegii sprawiły, że praktycznie nie odczuwałem tutaj lęku wysokości. Jedyny realny stres był związany raczej ze zmieniającą się pogodą oraz momentami niejednoznacznym przebiegiem szlaku. Sama ekspozycja okazała się dużo łagodniejsza, niż mogłoby się wydawać po zdjęciach i panoramach z Vidden.
Plan trasy w 60 sekund
📍 Start/meta: Ulriksbanen (Ulriken) → Fløyen → centrum Bergen. Najwygodniejszy wariant to wejście od strony Ulriken i zjazd kolejką Fløibanen na końcu trasy.
🥾 Trasa: płaskowyż Vidden pomiędzy Ulriken i Fløyen – ok. 15 km trekkingu przez torfowiska, skały, jeziora polodowcowe i surowe norweskie grzbiety.
⏱️ Czas: oficjalnie ok. 5,5 h, ale realnie warto założyć 6-8 godzin z przerwami, zdjęciami i gorszą pogodą. Nam całość zajęła dokładnie 7 godzin.
🧭 Odcinki: największym wysiłkiem jest wejście na Ulriken – szczególnie wariant pieszy przez 1333 kamienne schody Oppstemten. Dalej szlak prowadzi przez otwarty płaskowyż z licznymi niewielkimi podejściami i zejściami, a końcówka przy Fløyen zmienia się w bardziej leśno-rekreacyjny teren.
💡 Tip: mimo że Vidden nie jest technicznie trudnym szlakiem, zdecydowanie warto mieć GPS lub mapę offline. Przy gorszej widoczności i dużej liczbie bocznych ścieżek momentami łatwo stracić orientację – szczególnie po zejściu ze szczytu Ulriken i w okolicach Fløyen.
Zaraz szlak mnie trafi
Relacja ze szlaku – krok po kroku
Przygód z Norwegią ciąg dalszy
W Norwegii zakochałem się od pierwszego wejrzenia – zimowego Tromsø i dzikich krajobrazów Kvaløyi. Od tamtego momentu każdy wyjazd do tego kraju niesie ze sobą jakąś niezwykłą aurę: połączenie legend o wikingach z autentycznie pięknym, surowym krajobrazem.
Kolejny wyjazd do Norwegii był niespodzianką urodzinową dla Coco. W jego organizację zaangażowani byli moi serdeczni Przyjaciele. Sama niespodzianka finalnie się nie udała, bo przebiegła Coco wyczuła Norwegię nosem dużo wcześniej, ale radość na lotnisku, kiedy poznała destynację i skład osobowy wyprawy, była ogromna. Lecimy do Bergen!
Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym wcześniej nie sprawdził wszystkich „górskich” możliwości w okolicy Bergen. W planach miałem przejazd słynną kolejką Flåmsbana do Myrdal, a następnie zjazd tyrolką i rowerami z powrotem do doliny. Była też wycieczka na Trolltungę – ikoniczny jęzor skalny zawieszony nad fiordem i koszmar każdego akrofobika. Do tego lodowiec Folgefonna, rejs fiordem i kilka innych pomysłów.
Problem polegał jednak na tym, że bardzo trudno było sensownie zaplanować to wszystko z wyprzedzeniem, uwzględniając pogodę, komfort pięcioosobowej grupy oraz ograniczony czas, którego zwyczajnie nie mieliśmy zbyt wiele. Z bólem serca zacząłem więc po kolei rezygnować z najbardziej ambitnych planów i ostatecznie skoncentrowałem się na przejściu szlaku Vidden – trasy dostępnej bezpośrednio z Bergen, niewymagającej skomplikowanej logistyki i jednocześnie uchodzącej za jedną z najciekawszych trekkingowych wycieczek w okolicy miasta.
Początek szlaku Vidden Trail
Vidden to jedna z najbardziej znanych tras trekkingowych w Bergen – prowadząca przez rozległy płaskowyż pomiędzy Ulriken i Fløyen, czyli dwoma popularnymi punktami widokowymi górującymi nad miastem. Według mapy.cz szlak liczy około 15 kilometrów, suma podejść wynosi mniej więcej 700 metrów, a czas potrzebny na przejście to około 5,5 godziny.
Dużym ułatwieniem jest możliwość wjechania na wysokość około 600 m n.p.m. kolejką linową Ulriksbanen. Pozwala to zaoszczędzić mniej więcej 1,5 godziny marszu oraz najbardziej wymagający kondycyjnie fragment całej trasy. Dolna stacja kolejki znajduje się przy ulicy Haukelandsbakken 40 w Bergen. My dotarliśmy tam autobusem linii 12 z centrum miasta, wysiadając na przystanku Haukeland nord. Po kilku minutach spaceru byliśmy już przy stacji Ulriksbanen.
Z naszej pięcioosobowej grupy tylko jedna osoba zdecydowała się wjechać na górę kolejką. Koszt przejazdu w jedną stronę wynosił 255 NOK (maj 2026), czyli około 100 PLN. Cena zbliżona do kolejki na Kasprowy Wierch, więc jak na norweskie standardy – nie najgorzej 🙂 Pozostała czwórka pod moim dowodzeniem ruszyła pieszo, aby zmierzyć się z podejściem na Ulriken.
Pierwsze metry tuż za stacją kolejki prowadzą stromo pod górę schodami przez Skotbergkleiven aż do połączenia z ulicą Johan Blytts vei, która następnie wspina się przez niespełna kilometr. W końcu docieramy do początku słynnych Oppstemten – 1333 kamiennych schodów prowadzących na Ulriken.
Do pokonania jest około 270 metrów przewyższenia na długości zaledwie 800 metrów. Średnie nachylenie wynoszące około 33% potrafi naprawdę zmęczyć. Schody pokonaliśmy w około 30 minut, ale realnie warto założyć nawet 45 minut marszu do górnej stacji kolejki.
Pierwszy cel bardzo dobrze widać już od początku podejścia. Wyznacza go charakterystyczna, 78-metrowa wieża telewizyjna Ulriken mast, która z każdym pokonanym schodem wydaje się coraz większa. Warto też regularnie oglądać się za siebie, bo panorama Bergen otwiera się błyskawicznie – oczywiście pod warunkiem dobrej widoczności.
Ulriken mast
Pamiętaj, że po dotarciu pod maszt telewizyjny nie jesteś jeszcze na szczycie Ulriken. Najwyższy punkt tego najwyższego z siedmiu szczytów otaczających Bergen znajduje się kilkaset metrów dalej na wschód – na wyraźnym pagórku z charakterystycznym „sutkiem”, który z daleka rzuca się w oczy.
Wokół masztu znajduje się charakterystyczna norweska infrastruktura użytkowa: tarasy widokowe, restauracja, ławy, stoły, toalety oraz górna stacja kolejki. Surowość betonu, szkła i metalu bardzo dobrze współgra tutaj z otaczającym krajobrazem skał, mokradeł i torfowisk.
Sama wieża telewizyjna została wybudowana pod koniec lat 50. XX wieku i ma w sobie coś mocno „zimnowojennego”. Z jednej strony często ginie w chmurach, z drugiej – nocą jest iluminowana i staje się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów panoramy Bergen.
Stojąc na tarasie widokowym skierowanym w stronę szczytu Ulriken, wiedziałem już, że ten dzień będzie kwintesencją norweskiego trekkingu. Początkowo pogodne niebo zaczęły zasnuwać wielowarstwowe chmury. Wiatr i chłód smagały po policzkach, a deszcz wyraźnie wisiał w powietrzu. Aura powoli przygotowywała nas na prawdziwie norweską przygodę.
To był dokładnie ten krajobraz, który pamiętałem z wyprawy na Preikestolen – surowy, chłodny i jednocześnie hipnotyzujący. Majowa roślinność dopiero budziła się po zimie, przez co dominowały rdzawo-jesienne kolory i wszechobecne odcienie brązu.
Ruszajmy, bo już nie moge się doczekać!
Urliken 643 m n.p.m. – szczyt
W okolicy biegnie mnóstwo ścieżek – część wyraźnie wydeptanych, część tylko sprawiających takie wrażenie. Bez doświadczenia lub zapisanego śladu GPS w telefonie czy zegarku można się tutaj stosunkowo łatwo pogubić.
Na sam szczyt Ulriken trafić jednak dość prosto, bo znajduje się praktycznie na wyciągnięcie ręki. Lepiej tylko nie wybierać najkrótszych wariantów prowadzących bezpośrednio przez skały – widzieliśmy osoby próbujące takich skrótów, które po chwili musiały zawracać.
Kilka zakrętów później docieramy na szczyt. Wspomniany wcześniej „sutek” okazuje się dużym kamiennym kopcem – jednym z wielu, które będą towarzyszyć nam praktycznie przez cały Vidden.
Ze szczytu Ulriken rozpościera się panorama torfowisk i wrzosowisk z ośnieżonymi szczytami Parku Narodowego Folgefonna w tle oraz pozostawionym poniżej Ulriken mast.

Urliken mast z podejścia na szczyt Urliken 
Jedna ze ścieżek na szczyt Urliken 
Widoki spod szczytu Urliken 
Widoki spod szczytu Urliken 
Urliken mast z podejścia na szczyt Urliken 
Widoki spod szczytu Urliken 
Widoki spod szczytu Urliken 
Widoki spod szczytu Urliken 
Widok ze szczytu Urliken w kierunku Rundemanen 
Widok ze szczytu Urliken w kierunku górnej stacji kolejki
Warto pamiętać, że kierując się na szczyt Ulriken, schodzisz z głównego przebiegu szlaku Vidden. Sama trasa prowadzi początkowo bardziej na południowy wschód, mijając po drodze polodowcowe jeziora, m.in. Lægdetjernet. I właśnie odnalezienie głównego szlaku po zejściu ze szczytu okazało się pierwszym momentem, w którym łatwo było stracić orientację.

Szlak Vidden
Na główny szlak Vidden wróciliśmy około 500 metrów dalej na wschód, przed jeziorem Skomakarvatnet. Stamtąd po raz pierwszy dobrze było widać dalszy przebieg trasy – szeroki grzbiet ciągnący się przez płaskowyż, którego kierunek wyznaczały charakterystyczne kamienne kopce.
Wzdłuż szlaku regularnie pojawiają się kolorowe chatki stojące nad brzegami jezior. To w większości prywatne norweskie hytte – niewielkie domki rekreacyjne rozsiane po górach, fiordach i jeziorach niemal w całym kraju. Dla Norwegów są czymś znacznie więcej niż zwykłymi domkami letniskowymi. To element stylu życia – miejsce ucieczki od miasta, pośpiechu, internetu i codziennego hałasu.
Wiele z nich pozbawionych jest większych wygód, część stoi całkowicie poza drogami, a dojście możliwe jest wyłącznie pieszo. W zamian oferują coś, czego coraz bardziej brakuje we współczesnym świecie – ciszę, prostotę i bliskość natury. Patrząc na niewielkie drewniane chatki odbijające się w taflach górskich jezior, bardzo łatwo zrozumieć, dlaczego Norwegowie są tak mocno związani z outdoorowym stylem życia.
Jedynym miejscem na szlaku, gdzie można schować się pod dachem i zamówić kawę albo herbatę, jest Turnerhytten na Haukelandsstikkene, znajdujące się około godziny drogi od Ulriken. Poprzednie schronisko spłonęło po uderzeniu pioruna w 1985 roku, a obecny budynek odbudowano trzy lata później.
Warto pamiętać, że dojście do schroniska wymaga krótkiego odejścia od głównego szlaku Vidden, a sama kawiarnia działa w dość specyficznych godzinach otwarcia aktualizowanych na stronie turnerhytten.no.
My nie mieliśmy potrzeby z niego korzystać – prowiant i ciepłą herbatę nieśliśmy ze sobą.
Po dotarciu na przełęcz pod Hauggjelsvarden pojawił się moment zawahania, w którą stronę iść dalej. GPS nie był do końca jednoznaczny, a część turystów schodziła akurat w dół. Początkowo, trochę odruchowo, ruszyłem za nimi, ale po chwili zorientowałem się, że właściwy przebieg Vidden prowadzi jednak do góry – na rozległy północny grzbiet Hauggjelsvarden, którego przebieg wyznaczały dobrze widoczne kamienne kopce.
Od tego momentu kierunek marszu zmienił się na północny. Kolejne metry prowadziły przez naprzemienne niewielkie podejścia i zejścia, które skutecznie wybijały z monotonii. Za naszymi plecami został Ulriken, a widoki zaczęły otwierać się praktycznie w każdą stronę:
- na wschodzie pojawiły się kolejne pasma i szczyty,
- na zachodzie kotlina z jeziorem Svartediket,
- a na północy poszarpane wybrzeże Morza Północnego.
Mniej więcej w połowie trasy znaleźliśmy niewielkie zagłębienie osłonięte skałami, gdzie można było choć na chwilę schować się przed wiatrem. Tam zrobiliśmy krótki postój na herbatę i jedzenie, siedząc pośrodku surowego norweskiego krajobrazu.
Łagodny płaskowyż kończy się nad przełęczą Borgaskaret, do której najpierw trzeba dość stromo zejść, a następnie równie stromo wdrapać się z powrotem na grzbiet Langelifjellet ponad doliną Blautdalen.
W tym miejscu krajobraz zaczyna wyraźnie przyspieszać.
Po lewej stronie w oddali pojawiają się masywne zbocza Rundemanen z charakterystycznym masztem na szczycie. To właśnie tam zmierzamy. Poniżej widać kolejne jeziora położone kaskadowo jedno pod drugim, rozdzielone stromymi skalnymi ścianami. Po prawej stronie ciągnie się długi grzbiet Grønetua z jeziorem Borgavatnet u podnóża.
Najbardziej spektakularny fragment pojawia się jednak chwilę później – na zwężającym się grzbiecie Langelifjellet. Rozpościera się stamtąd fenomenalny widok na niemal idealnie okrągłe jezioro Tarlebøvatnet z zaporą po jednej stronie oraz wyżej położone Øvre Jordalsvatnet po drugiej. Sam grzbiet gwałtownie opada pomiędzy zbiornikami wodnymi i prowadzi w stronę mostku, którym przechodzimy suchą stopą na drugą stronę.
Przed nami otwierają się kolejne jeziora oraz północna część Bergen rozrzucona pomiędzy kanałami Morza Północnego. To jedno z tych miejsc na trasie, które zostają w pamięci na długo – nawet pomimo nasilającego się deszczu i coraz mocniejszego wiatru.










































