DYSTANS
9.4 kmSUMA PODEJŚĆ
737 mPUNKTY GOT
20CAŁKOWITY CZAS
4:06 hNAJWYŻSZY SZCZYT
1724 m n.p.m.GRUPA
1 osobaPOZIOM TRUDNOŚCI
5 / 10EKSPOZYCJA
4 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
10 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
🥾 Odcinek: Przełęcz Krowiarki → Diablak
🔹 Ekspozycja: Niska do umiarkowanej – bez typowych urwisk i wąskich półek.
🔹 Najbardziej „pracuje w głowie”: wyjście ponad las i odcinek grzbietem – otwarta przestrzeń i „bycie na wierzchu”.
🔹 Miejsce, które może zaskoczyć: skały w rejonie Małych Garbów – ale nie ma potrzeby zbliżania się do krawędzi, a zbocza nie opadają pionowo (grzbiet Babiej jest raczej szeroki i rozłożysty).
🔹 Główny trigger: wiatr – potrafi podbić odczucie ekspozycji mimo braku przepaści.
⚠️ Rekomendacje i ostrzeżenia
🔹 Jeśli wiatr podbija Ci lęk, trzymaj spokojne tempo i idź środkiem wydeptanej ścieżki (bez „podchodzenia do widoków na siłę”).
🔹 W rejonie Małych Garbów trzymaj się głównego przebiegu szlaku – daje poczucie szerokości i kontroli.
Z perspektywy akrofobika: to trasa do przejścia bez dramatu, ale wiatr na grzbiecie i skalne okolice Małych Garbów mogą chwilowo podnieść napięcie. Nie mniej jednak dasz radę!
Plan trasy w 60 sekund
📍 Start/parking: Przełęcz Krowiarki (płatny parking, potrafi szybko się zapełnić)
🥾 Trasa: czerwony szlak: Krowiarki → Sokolica → Diablak (1725 m)
🔁 Powrót: tą samą trasą do Krowiarek
⏱️ Czas: zimą dojście na szczyt zwykle 1:45–2:45 (warunki potrafią dodać +20–30%)
🧭 Odcinki: las do Sokolicy (jednostajne, mocne podejście) → „oddech” do Kępy → grzbiet z falującym nachyleniem (raz łagodniej, raz stromiej) aż na szczyt
ℹ️ Uwaga specyficzna: wschód słońca — celuj w szczyt min. 15 min przed wschodem
Zaraz szlak mnie trafi
Relacja ze szlaku – krok po kroku
Pomysł na wschód słońca na Babiej Górze przyszedł nagle — właściwie dobę przed startem. Bez wielkiego planowania, bez „projektu wyprawa”. Po prostu poczucie, że to może być ostatnia zimowa okazja, zanim wiosna rozepchnie się łokciami w prognozach i zje resztki śniegu — na ten sezon, bez odwrotu.
Tatry? Odpadały — przy lawinowej trójce nie mam zwyczaju udawać, że „jakoś to będzie”. Królowa Beskidów była więc wyborem naturalnym, a prognozy na czwartek 26 lutego 2026 wyglądały tak, jakby ktoś specjalnie podkręcił suwak „idealnie” właśnie nad Beskidem Żywieckim.
Problem był tylko jeden: nie mogłem sobie pozwolić na dzień wolnego. Wpadłem więc na pomysł, żeby wyjść przed świtem, złapać wschód na szczycie i jeszcze przed 11:00 zameldować się we własnym biurze — jak gdyby nic się nie wydarzyło.
Jak zaplanować wschód słońca na Diablaku
Wschód słońca to konkretna godzina dla konkretnego miejsca. Dlatego tak istotne jest zrobić dobry plan godzinowy, żeby się nie spóźnić. Jednocześnie zbyt wczesne przybycie może być okupione przemarznięciem — zwłaszcza na kapryśnej Babiej.
Założyłem więc 1:45 h na dojazd i 2:00 h na spokojne dotarcie na szczyt.
Wschód rozpoczynał się około 6:20, więc wyjechałem z Krakowa o 2:40 i niemal pustymi drogami dojechałem spokojnym tempem (około 1:40 h) przez Krzywaczkę, Maków Podhalański i Zawoję na parking na Przełęczy Krowiarki.
Choć temperatura w nocy była poniżej zera, przez większość trasy nie było już śladu zimy. Przez chwilę naprawdę się zastanawiałem, czy na szlaku w ogóle trafię na śnieg. Szczęśliwie ostatnie serpentyny przed Przełęczą Krowiarki nie zostawiły wątpliwości: sceneria mówiła jasno — to będzie zimowe wejście.
Parking na Przełęczy Krowiarki przed świtem
Parking o 4:20 pękał w szwach. Dziesiątki turystów w czołówkach krzątały się przy samochodach, dopinały plecaki, poprawiały paski, rozgrzewały dłonie o kubki. Chyba tylko raz widziałem Krowiarki tak zapchane w tygodniu, ale to było rano, a nie o tak nieludzkiej porze. Tym samym spełniły się moje oczekiwania: nie musiałem obawiać się samotnej wędrówki w totalnej ciemności.
Szybka odprawa: buty, stuptuty, raczki, czołówka. I o 4:06 ruszyłem czerwonym szlakiem na Babią Górę.
Warunki były idealne. Bezwietrznie, lekki mróz, śnieg dobrze ubity pod butami. To wszystko sprzyjało temu, żeby od razu złapać tempo na pierwszym, niemal dwukilometrowym podejściu na Sokolicę przez las.
Czerwony szlak na Babią Górę w nocy
Oczywiście ten odcinek to ciężka praca, ale niesiony adrenaliną i ekscytacją odpuściłem postoje. Żwawym krokiem nabierałem wysokości w lesie rozświetlanym czołówkami. To był ten typ ciemności, który nie przytłacza, tylko dodaje energii: stłumione dźwięki, skrzyp śniegu, rytm oddechu i świadomość, że gdzieś wyżej zaczyna się już zupełnie inny świat.
Po wyjściu z lasu za Sokolicą zobaczyłem pierwszy zwiastun wschodu: wąską, czerwoną linię tuż nad horyzontem na niemal czarnym niebie. Od tego momentu co kilka minut sceneria zmieniała się na moich oczach. Najpierw subtelnie, niemal nieśmiało, ale z czasem „działo się” coraz więcej.
Z niecierpliwością wypatrywałem sylwetki Tatr, bo to ta panorama zawsze dodaje mi skrzydeł w drodze na Diablaka. Gdzieś za Kępą w końcu dojrzałem ciemne granie, a u ich podnóża niekończące się morze chmur. Całe dotychczasowe zmęczenie zniknęło jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Zaskoczyło mnie też, że od Zarubanego grzbiet wciąż był spokojny — wiatr praktycznie się nie pojawił, podczas gdy zazwyczaj właśnie tam zaczynamy czuć oddech Diablaka. Królowa śpi, pomyślałem, stawiając kolejne kroki na podejściu do Gówniaka.
Babia Góra o świcie
Na odcinku między Sokolicą a Gówniakiem niebo żonglowało kolorami bez opamiętania. Śnieg miał w sobie coś z lustra: odbijał barwy, a jednocześnie je mieszał i pogłębiał. W ciągu kilkudziesięciu minut widziałem nocną czerń przeciętą czerwoną łuną, granat i śnieg wpadający w fiolet, by chwilę później wejść w odcienie chłodnego błękitu i pudrowego różu. Potem przyszły pomarańcze i żółcienie, miękkie, rozlane, jakby ktoś malował pędzlem po całym horyzoncie.
Nie sposób opisać tego spektaklu słowami. I nie jestem też pewien, czy zdjęcia w pełni oddają magię tamtych chwil. Jedno wiem na pewno: planując wschód słońca na Babiej Górze, warto dotrzeć na grzbiet jeszcze o brzasku. To wtedy, moim zdaniem, dzieje się największa magia. I to nie tylko na wschodnim horyzoncie, ale wszędzie dookoła.
Na szczycie Diablaka zameldowałem się tuż po 6:00. Było już na tyle jasno, że czołówki nie były potrzebne, mimo że do wschodu pozostawało jeszcze około 20 minut. To zasługa śniegu, który działał jak odbłyśnik.
Sporo turystów zajęło już strategiczne miejsca przy murku, a kolejni napływali jeden po drugim, zapełniając kopułę szczytową. Na szczęście jest ona ogromna i każdy znajdzie swoje miejsce.
Jak nie zmarznąć na szczycie Babiej Góry – ubranie na postój
W momencie, gdy stajesz w bezruchu, liczy się jedno: jak najszybciej założyć na wierzch coś, co zatrzyma ciepło wyprodukowane na podejściu. Najprościej jest wrzucić grubą puchówkę od razu po dotarciu na szczyt, zanim ciało zdąży ostygnąć. Do tego ciepłe rękawice i dobre osłonięcie głowy. Ja dodatkowo użyłem chemicznych ogrzewaczy do dłoni, bo potrzebowałem cienkie rękawice do obsługi aparatu.
Rozłożyłem małe krzesełko turystyczne, które zapadło się w zmrożonym śniegu jak nóż w maśle, ale mimo to miałem zaskakująco komfortowe miejsce w tym górskim kinie. Kubek gorącej herbaty i kanapka pewnie smakowałyby wybornie, ale praktycznie nie wypuszczałem aparatu z rąk. Każda minuta, każdy kierunek, każda scena i każdy detal były warte uwiecznienia. Oświetlenie zmieniało się co chwila, jak na najlepszym koncercie największych gwiazd.
Wschód słońca na Babiej Górze
Po 6:20 zza horyzontu wyłoniła się złota tarcza słońca i wszyscy na chwilę zamarli. Patrzyliśmy w milczeniu na coś, co jest jednocześnie zupełnie zwyczajne i za każdym razem niepojęte.
Nie będę więcej silił się na opisy, bo próżne moje starania, by w pełni oddać kolory, faktury, odcienie i emocje, które w takich chwilach przychodzą same. Zamknę to w trzech słowach: szczęście, zachwyt i wdzięczność.

Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze
Po wschodzie słońca – zejście z Diablaka
Po wschodzie szczyt praktycznie opustoszał. Zostałem jeszcze przez kolejne pół godziny, chłonąc świat, który mnie otaczał. Około 7:00 ruszyłem w drogę powrotną tym samym czerwonym szlakiem przez Sokolicę w dół.

Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze 
Wschód słońca na Babiej Górze
To nie było zwykłe szybkie zejście na parking. Widoki z grzbietu i spektakl morza chmur czarowały i wabiły mnie niczym syreny zbłąkanych marynarzy. Dodatkowo od Zarubanego do Kępy szlak zafundował mi galerię śnieżnych rzeźb: nawiany na roślinność, zmrożony śnieg tworzył formy, które wyglądały jak wyrzeźbione.

Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze 
Poranek na Babiej Górze
Błękitne niebo i biały świat odprowadziły mnie na Przełęcz Krowiarki, na którą dotarłem przed 8:30. Parking opustoszał. Przebrałem się, spakowałem rzeczy i ruszyłem w drogę do pracy.
O 10:30 piłem zwyczajową kawę w biurze. Jak gdyby nigdy nic. Tylko że banan nie schodził mi z twarzy. Długo nie mogłem się otrząsnąć z tego snu na jawie.
Podsumowanie
Jak przygotować się do wschodu słońca zimą na Babiej Górze?
Poniżej przydatne wskazówki (rozwijana lista)
Śledź na bieżąco prognozy pogody
Prognozę sprawdzam najczęściej w MeteoBlue i IMGW, ale kluczowe jest to, jak ją czytasz. Najlepiej przełączyć widok na prognozę godzinową i zacząć ją analizować szczególnie uważnie na ok. 24 godziny przed wyjściem — wtedy najłatwiej wychwycić realne „okna pogodowe”.
Zwracaj uwagę przede wszystkim na:
- animacje zachmurzenia i wysokość podstawy chmur,
- kierunek oraz siłę wiatru na grani,
- temperaturę w dolinach i na szczycie (różnice potrafią być spore).
Dzięki temu zwiększasz szansę, że faktycznie trafisz na warunki warte nocnego wyjścia. Babia Góra bywa bezlitosna — i wystarczy chmura na złej wysokości, mocny wiatr albo siarczysty mróz, żeby cały plan wschodu słońca poszedł do kosza.
Zaplanuj czas
Wschód słońca ma jedną wadę: nie poczeka. Każdego dnia wypada o innej godzinie i to właśnie ona powinna być „kręgosłupem” całego planu — od wyjazdu z domu, przez parking, aż po tempo podejścia.
Jeśli startujesz z Krakowa, dojazd na Krowiarki (spokojnym tempem) zajmuje zwykle niecałe 2 godziny. Na miejscu dolicz jeszcze kilka minut na ogarnięcie sprzętu i wyjście na szlak.
Najpopularniejszy wariant na zimowy wschód to czerwony szlak na Diablak: około 4 km podejścia i ponad 700 m przewyższenia. Mocny piechur przejdzie to zimą nawet w niecałe 2 godziny, ale… zimą czas potrafi się rozjechać.
Wystarczy słabo przetarty szlak, świeży śnieg albo twarde warunki pod nogą i realnie robi się +20–30% do czasu przejścia. Dlatego zamiast liczyć „na styk”, lepiej przyjąć rozsądne widełki:
⏱️ czas dojścia na szczyt: 1:45–2:45 (w zależności od warunków i indywidualnego tempa).
Ekwipunek i ubiór na zimowy wschód słońca na Babiej Górze
Babia Góra zimą nie lubi improwizacji — tu najczęściej „karę” płaci się zimnem, wiatrem albo przemoknięciem. Dlatego fundamentem zestawu są raczki (najlepiej założone już na parkingu), latarka czołowa i stuptuty. Te ostatnie robią robotę szczególnie przy mijankach: często trzeba zejść na bok i wejść w głębszy śnieg, a wtedy mokre nogawki potrafią zepsuć cały poranek.
W kwestii ubioru najważniejsza zasada brzmi: nie zakładaj wszystkiego na start. Na podejściu szybko robi się gorąco, więc lepiej postawić na warstwy o dobrej oddychalności:
- first layer: zimowy longsleeve z wełny merino,
- second layer: niezbyt gruba bluza,
- na wierzch: lekka kurtka typu shell bez ociepliny.
Na początku powinieneś czuć lekki chłód — to normalne i po kilku minutach marszu zniknie. Przy czerwonym szlaku na Diablak łatwo się zagrzać, a wilgoć pod kurtką to na Babiej najkrótsza droga do wychłodzenia (zwłaszcza później, gdy staniesz na szczycie). Może się okazać, że dość szybko będziesz zdejmować warstwę wierzchnią, więc warto mieć wszystko tak spakowane, żeby zrobić to sprawnie.
Do tego dorzuć:
- cienką czapkę/kaptur jako podstawę osłony głowy,
- cieńsze rękawiczki do marszu,
- ciepłe skarpety i buty dobrane tak, by stopa nie była ściśnięta (ucisk = szybsze marznięcie).
W plecaku oprócz termosu z ciepłym napojem dobrze mieć:
- „śniadanie” / coś energetycznego,
- elektrolity w płynie,
- i obowiązkowo bardzo ciepłą kurtkę puchową — im cieplejsza, tym lepiej. Zakładasz ją od razu na szczycie na wszystkie warstwy, bo w bezruchu (czekając na wschód słońca) temperatura potrafi spaść w oczach. Warto też mieć drugą parę rękawic — grubszą, typowo „postojową”, bo dłonie wychładzają się najszybciej. Ja na dłuższych postojach czasami używam chemicznych ogrzewaczy do rąk, które idealnie sprawdzają się dokładnie w takich sytuacjach.
Na koniec: mata lub małe krzesełko to mały luksus, który zimą zmienia dużo — usiądziesz bez wychładzania od śniegu i po prostu obejrzysz spektakl w komfortowych warunkach.
Warto pamiętać też o kilku drobiazgach, które zimą potrafią uratować wyjście:
- kije trekkingowe — na podejściu stabilizują rytm, a na zejściu robią różnicę zwłaszcza na twardych, śliskich fragmentach.
- powerbank + kabel — czołówka i telefon w mrozie potrafią paść zaskakująco szybko,
- zapasowa warstwa „awaryjna” (np. cienka bluza albo sucha koszulka) — jeśli przepocisz bazę, możliwość szybkiej podmiany robi ogromną różnicę na szczycie,
- ochrona oczu — okulary przeciwsłoneczne albo gogle, bo śnieg + wschód potrafią dać mocne światło, a przy wietrze oczy szybko łzawią,
- krem ochronny / pomadka — wiatr i mróz na Babiej potrafią „zjeść” twarz i usta w godzinę
Przygotuj się do nawigacji w ciemności
Zimowy wschód na Babiej Górze oznacza start w nocy, więc nawigację warto ogarnąć jeszcze w domu. Pobierz mapę offline (albo ślad GPX) i sprawdź przebieg trasy oraz kluczowe punkty, żeby w terenie nie działać „na pamięć”. W ciemności i przy śniegu łatwo pomylić kierunek, bo oznakowanie bywa przysypane, a ślady w śniegu nie zawsze prowadzą tam, gdzie trzeba.
Jeśli prognoza jest sprzyjająca, możesz założyć, że na szlaku raczej nie będziesz sam — to podnosi poczucie bezpieczeństwa i często ułatwia orientację w terenie. Mimo to warto zachować czujność i nie iść „owczym pędem” za cudzym śladem bez kontroli na mapie, bo czasem grupa skręca źle, zawraca albo wybiera wariant, który nie jest Twoim planem. Najprostsza zasada: co jakiś czas potwierdzaj pozycję, szczególnie na rozwidleniach i przy wyjściu na otwarty teren. Miej oczy dookoła głowy.































