DYSTANS
25.7 kmSUMA PODEJŚĆ
1373 mPUNKTY GOT
34CAŁKOWITY CZAS
10:43 hNAJWYŻSZY SZCZYT
1843 m n.p.m.GRUPA
2 osobyPOZIOM TRUDNOŚCI
7 / 10EKSPOZYCJA
5 / 10OGÓLNA OCENA SZLAKU
10 / 10Jak liczę trudność i ekspozycję?
Oceny trudności, ekspozycji i szlaku są subiektywne i mają charakter orientacyjny. Poziom trudności wyliczam wg wzoru (QubaPra), który uwzględnia m.in. dystans, czas, nachylenie oraz szacowany wydatek energetyczny (spalone kcal), a końcową ocenę koryguję własnym odczuciem z przejścia. Twoje odczucia mogą być inne (kondycja, pogoda, wrażliwość na wysokość).
Wrześniowy wypad do Jurgowa stał się już naszą małą tradycją. To właśnie tu, w Tatrzańskim Biegunie, trzy lata temu odkryliśmy miejsce, które totalnie nas oczarowało – do tego stopnia, że postanowiliśmy wracać tam co roku (a rzadko kiedy powtarzamy te same kierunki).
Nie będę się rozwodził nad tym, jak wspaniali są Właściciele i samo miejsce – powiem tylko, że powroty do Bieguna to dla nas czysta przyjemność.
Na ten wyjazd mieliśmy prosty cel: spełnić życzenie Coco i dotrzeć nad Morskie Oko. Prosty plan… przynajmniej w teorii. W praktyce – jak to ja – nie mogłem się powstrzymać, żeby nie dorzucić do tego dnia odrobiny przygody i utrudnień. 😈
Byle nie asfaltem
Ciężko zaplanować górską wyprawę z kilkutygodniowym wyprzedzeniem – a co dopiero z dwumiesięcznym. Pogoda potrafi wywrócić każdy plan do góry nogami. Owszem, można iść w góry w deszczu i mgle, ale umówmy się – w górach szukamy widoków, przestrzeni i suchych skał pod nogami.
Dlatego moja radość była ogromna, gdy dzień przed wyjazdem prognoza pokazała niemal ideał: brak opadów, trochę chmurek i sporo słońca. Rezerwacje (nocleg, parking, bilety do TPN) miałem zrobione od dwóch miesięcy, więc wyglądało na to, że trafi nam się pogodowy jackpot. Tym bardziej, że już na kolejne dni zapowiadano ulewy i pełne zachmurzenie.
Celem było dotarcie nad Morskie Oko. Nic prostszego – startujesz w Palenicy Białczańskiej i suniesz delikatnie w górę niespełna 8 km. Brzmi jak najłatwiejsza wycieczka w Tatrach. Same plusy!
Plus numer jeden: asfalt – równy, wygodny, można iść w modnych białych adidasach.
Plus numer dwa: średnie nachylenie 6% – to nie podejście, to spacerek.
Plus numer trzy: ludzie – nigdy nie będziesz sam, zawsze znajdziesz kompana do rozmowy.
Plus numer cztery: jeśli poczujesz, że ten spacerek Cię męczy – zawsze możesz wsiąść do fasiągu, i to zarówno na starcie, jak i w drodze powrotnej.
Dla większości turystów brzmi to jak raj. Dla mnie – jak karykatura szlaku.
Bo jeśli miałbym spacerować po asfalcie, to wybieram centrum miasta, a nie Tatrzański Park Narodowy. Jeśli miałbym szukać „komfortu”, to wolałbym fotel w kawiarni, a nie górski szlak. A tłum? Gdybym marzył o towarzystwie nieznajomych, wsiadłbym w zatłoczony tramwaj w godzinach szczytu.
A fasiąg? Wolę swoje nogi, nawet jeśli czasem bolą. (Oczywiście rozumiem, że są sytuacje, kiedy to ma sens – jeśli ktoś jest starszy, schorowany czy niepełnosprawny, a marzą mu się wysokie góry.)
To, co dla wielu jest plusem, dla mnie jest kwintesencją absurdu. Dlatego wymyśliłem chytry plan przekonania Coco, żeby dotrzeć nad Morskie Oko inaczej – byle nie po asfalcie. Zaprojektowałem więc trasę dwuetapową: Palenica Białczańska – Dolina Roztoki – Siklawa – Dolina Pięciu Stawów Polskich, a następnie przez Świstówkę do Morskiego Oka – i dopiero stamtąd powrót asfaltem do Palenicy.
Uczciwie ostrzegłem, że dwa miejsca mogą wymagać trochę więcej pracy nóg i serca (podejście na Siklawę i Świstówkę). Jak widać, zrobiłem to na tyle przekonująco, że Coco przystała na mój plan.
He he he 😈
Pierwszy etap: Palenica – Roztoka – Siklawa – D5SP
Choć był to wrześniowy piątkowy poranek, o 7:00 parking na Palenicy Białczańskiej był już wypełniony w trzech czwartych. Bilet na parking mieliśmy kupiony dużo wcześniej – bez niego nie da się w ogóle wjechać na Palenicę. Oczywiście sam bilet nie gwarantuje miejsca na głównym parkingu – czasem trzeba stanąć przy drodze lub na kolejnych parkingach i nadłożyć 2–4 km pieszo – ale tego dnia udało się zaparkować bez komplikacji. Bilety wstępu do TPN również kupiliśmy online, więc ominęliśmy kolejkę do kasy i od razu mogliśmy ruszyć na szlak.
Pierwsze 3 km to asfaltowa Droga Oswalda Balzera – prawnik, dzięki któremu w 1902 roku Morskie Oko i Dolina Rybiego Potoku pozostały po stronie polskiej. To spokojne rozgrzewkowe 30–35 minut marszu, przy nachyleniu poniżej 5%. Miałem ochotę mieć ten odcinek jak najszybciej za sobą – w górach szukam widoków, nie oglądania cudzych pleców.
Przy Wodogrzmotach Mickiewicza odbiliśmy w zielony szlak przez Dolinę Roztoki. Na dzień dobry dostajemy 150-metrowe podejście o średnim nachyleniu prawie 50%. Serce zaczyna bić szybciej!
Ku mojej radości – porządnie się rozgrzewam. Ku braku radości Coco – niestety się przegrzewa. Punkt widzenia zależy od punktu… chodzenia 😈
Przez kolejne 4 km szlak pnie się delikatnie w górę (średnie nachylenie ok. 9%). Po drodze mijamy mostek nad Roztoką, a dolina powoli odsłania swoje majestatyczne otoczenie. Po prawej masyw Wołoszyna z dziesiątkami turni i turniczek, po lewej Opalone z Limbową i Orlą Ścianą górującymi nad dnem doliny. Kozi Wierch zbliża się z każdym krokiem, jakby zapowiadał wejście do Doliny Pięciu Stawów.
Po 1:10 h docieramy do rozejścia szlaków zielonego i czarnego. Drogowskaz kieruje do D5SP czarnym szlakiem, co może zmylić nieznających topografii – bo zielonym też tam dotrzemy. Czarny jest krótszy, ale znacznie bardziej stromy (średnie nachylenie 34%, miejscami 70%) i wyprowadza wprost na schronisko. Zielony jest dłuższy i pozwala zobaczyć Siklawę – największy wodospad w Polsce.
Zgodnie z planem wybraliśmy zielony. Za Zadnim Litworowym Żlebem zaczyna się prawdziwe podejście: 700 m o średnim nachyleniu 34%, miejscami do 56%. W połowie Coco zalicza pierwszy kryzys dnia: „Dalej niż do pierwszego schroniska nie idę, bo nie dam rady.”
Zasada numer jeden w takich sytuacjach: nie myśleć, co będzie za 3 km – tylko skupić się na tu i teraz, a już na pewno nie rozmyślać ile jeszcze do samego końca szlaku. Parę przerw, kilka motywacyjnych haseł i… kryzys zażegnany. Jeszcze kilkanaście minut wysiłku i stajemy na punkcie widokowym przy Siklawie. Chwila oddechu, zdjęcia i ruszamy wyżej. Po 2:35 h od startu meldujemy się w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.
Drugi etap: D5SP – Świstówka – Morskie Oko
Dolina Pięciu Stawów Polskich przywitała nas chłodniejszymi podmuchami wiatru i gęstniejącymi chmurami. Chwilami wyglądało, jakby zaraz miało lunąć, ale ostatecznie deszcz się nie pojawił. Chmury przesuwały się szybko, raz po raz odsłaniając błękitne niebo i dając nadzieję na słońce.
Wpadliśmy do schroniska na śniadanie i słodką herbatę. Była dopiero 10:00, więc panował tu jeszcze względny spokój – świetny moment, żeby odpocząć po podejściu nad Siklawę. Jeszcze chwilę temu Coco deklarowała, że dalej nie idzie, ale błogi relaks w pięknych okolicznościach przyrody i perspektywa zobaczenia Morskiego Oka szybko ją przekonała. Ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Świstówki około 10:15.
Pierwsze kilkaset metrów to najpierw łagodny spacer wzdłuż Przedniego Stawu. Potem teren staje się coraz ciekawszy – częściowo spacerujemy po piargach z nieziemskimi widokami. Prawdziwe schody – dosłownie i w przenośni – zaczynają się po około 700 metrach. Ścieżka pnie się ostro w górę na Świstową Czubę (nachylenie ok. 40%), po czym ostro zakręca w prawo i czeka nas najcięższy fragment: 300 metrów podejścia na Świstową Kopę (1875 m n.p.m.), miejscami o nachyleniu do 53%.
Na tym etapie praktycznie wszyscy łapali zadyszkę – młodzi, starsi, pary i single. Ja miałem komfort, że równałem tempo do Coco i zatrzymywałem się częściej – dzięki temu mogłem podziwiać widoki na zostawioną w dole Dolinę Pięciu Stawów i łapać oddech jak na dobrze rozpisanym treningu interwałowym 😈.
Świstowa Kopa to najwyższy punkt całego tego etapu. Dalej czeka nas już tylko 2,6 km zejścia. Na Świstowym Siodle ostatni raz oglądamy panoramę Doliny Pięciu Stawów, po czym zaczynamy zejście Świstówką Roztocką. To szeroki żleb z widokami na Tatry Bielskie – bardzo przyjemny do schodzenia. Po obejściu grzbietu Opalone docieramy do Równi nad Kępą. I tutaj następuje efekt „wow”: cała Grań Rysów i Morskie Oko odsłaniają się w pełnej krasie.
Ten fragment niebieskiego szlaku jest fenomenalny – różnorodny, pełen zakrętów, schodów, skalnych rumowisk i zmieniających się widoków. Na wysokości Głębokiego Żlebu (ok. 1560 m n.p.m.) musimy przetrawersować niewielką skalną ściankę – mały smaczek na koniec tego etapu, który dodaje adrenaliny, jednocześnie może lekko wystraszyć osoby z lękiem wysokości/przestrzeni – akrofobów.
Po ok. 2 godzinach od wyjścia ze schroniska w D5SP docieramy do Doliny Rybiego Potoku i Drogi Oswalda Balzera. Zegar pokazuje więcej, niż planowała mapa-turystyczna.pl, ale szczęśliwi czasu nie liczą – szczególnie po takim odcinku! 5 minut później byliśmy już przy schronisku nad Morskim Okiem.
Trzeci etap?! Serio?! 😈
Przy schronisku nad Morskim Okiem zrobiliśmy zasłużoną przerwę na ciepły posiłek i napoje. Było tłoczno, ale udało się znaleźć miejsce przy ławach na zewnątrz – w słoneczny dzień to najlepsza opcja. Z perspektywy schroniska (w moim odczuciu) sam staw nie robi aż takiego wrażenia – jest częściowo w cieniu, a słońce świecące znad otaczających szczytów potrafi oślepić, zamiast eksponować taflę. Niemniej jednak ciemne sylwetki Rysów czy Mięguszowieckich Szczytów oraz eksponowany Mnich robią piorunujące wrażenie.
W mojej głowie zaczęło kiełkować pytanie: a może by tak nie kończyć na samym Morskim Oku?
Początkowo Coco była na „nie”. Ale kiedy już odpoczęła, zaczęła mięknąć. Skusiłem ją wizją widokowego, łagodnego spaceru dookoła jeziora 😈 Ruszyliśmy czerwonym szlakiem około 13:30.
300 metrów dalej stoi drewniana kapliczka Matki Bożej od Szczęśliwych Powrotów. Chwilę później mijamy rozejście szlaku z tabliczką „Czarny Staw pod Rysami 30 min”. I w tym momencie zagrałem va banque 😈
Przypomniałem Coco historię, gdy z Murowańca mieliśmy tylko „przejść się” do Czarnego Stawu Gąsienicowego, a skończyło się podejściem na Karb w deszczu (na który to ona mnie namówiła). Tym razem to ja byłem tym, który namawiał. Trochę perswazji, trochę żartów, teatralne gesty – i… udało się! Coco powiedziała „tak”.
Podejście nad Czarny Staw jest wymagające: 600 m długości, 190 m przewyższenia, średnie nachylenie 31%, miejscami nawet 75%. Po tylu kilometrach w nogach to naprawdę czuć.
W połowie zatrzymałem się, żeby zaczekać na Coco. Wtedy zobaczyłem parę młodych turystów schodzących w dół. Dziewczyna nagle stanęła jak wryta, zaczęła trząść się jak osika, do oczu napłynęły jej łzy i cicho powtarzała, że nie da rady iść dalej.
Rozejrzałem się wokół. Stałem w tym samym miejscu co ona, patrzyłem w dół na ogromną otwartą przestrzeń i… nic. Zero paniki. Żadnego znanego mi uczucia ścisku w żołądku, suchości w ustach, paraliżu nóg czy zawrotów głowy.
Przez chwilę tylko na nią patrzyłem, współczując – bo doskonale wiem, co czuła. A potem uświadomiłem sobie, że coś się zmieniło. Jakby ktoś zdjął z moich pleców niewidzialny ciężar.
Nie oznacza to, że mój lęk zniknął na zawsze. Nie łudzę się, że teraz mogę wejść na każdą grań bez drżenia serca. Ale tego dnia lęk był potulny jak baranek. I ani na Świstowym Siodle, ani na czerwonym szlaku nad Czarny Staw nie próbował się odezwać. To było jedno z najważniejszych odkryć tego dnia – dowód, że moja praca nad akrofobią działa.
Chwilę później dotarliśmy nad Czarny Staw. Widok z góry na Morskie Oko jest fenomenalny – wreszcie widać jego prawdziwe rozmiary i otaczające go ściany Mięguszowieckich oraz grzbiety Miedzianego oraz Opalonego.
Z tego miejsca doskonale widać też Ceprostradę na Szpiglasową Przełęcz i fragmenty szlaku na Rysy. Mróweczki schodzące Długim Piargiem pokazują, ile wysiłku wymaga zdobycie najwyższego polskiego szczytu. Żabia Grań wygląda stąd spektakularnie – postrzępiona, dzika. Na Przełączce pod Żabią Lalką dostrzegłem sylwetkę wspinacza, a chwilę później na wierzchołku Żabiego Kapucyna pojawiła się kolejna. Widok zapiera dech w piersiach.
Dotarcie nad Czarny Staw zajęło nam trochę ponad 30 minut tempem dopasowanym do Coco – świetny wynik po 14 km i ponad 1200 m podejść.
Asfaltowy finisz
Zeszliśmy z Czarnego Stawu zachodnim brzegiem Morskiego Oka. Dzięki temu mogliśmy zobaczyć z bliska Dwoistą Siklawę – polodowcowy wodospad o wysokości ok. 80 m, składający się z dwóch równoległych kaskad: Wodospadu Prostego i Skośnego, zasilanych przez Mnichowy Potok.
Spacer wokół jeziora i wizyta nad Czarnostawiańskim Kotłem zajęły nam łącznie około 2 godzin. Na koniec jeszcze krótka pauza w schronisku na herbatę – potrzebną, bo przed nami był ostatni, najmniej atrakcyjny etap: 8 km w dół asfaltem.
O 16:20 ruszyliśmy w stronę Palenicy, nabierając typowej dla nas prędkości przelotowej. W niecałe półtorej godziny byliśmy już przy samochodzie.
Patrząc z perspektywy całego dnia, jestem bardzo zadowolony, że wybraliśmy trasę przez Dolinę Roztoki, Siklawę, Dolinę Pięciu Stawów i Świstówkę.
Morskie Oko tam i z powrotem po asfalcie? Dla mnie to niezmiennie karykatura górskiego szlaku. 😈
⚠️ Wskazówki dla osób z lękiem wysokości
🥾 Trasa: Palenica Białczańska – Dolina Roztoki – Siklawa – D5SP – Świstówka – Morskie Oko – Czarny Staw pod Rysami (pętla)
🔹 Ekspozycja: umiarkowana – 5/10. Najbardziej odczuwalne miejsca: strome podejście przy Siklawie (szeroko, ale „stromo w dół” za plecami), otwarta przestrzeń na Świstowym Siodle, krótki trawers skalnej ścianki w rejonie Głębokiego Żlebu na Świstówce oraz ponownie otwarta przestrzeń na podejściu do Czarnego Stawu pod Rysami. Poza tym teren jest dość komfortowy i bez przepaścistych ekspozycji.
🔹 Trudności techniczne: 7/10 – długie, strome odcinki (Siklawa ~700 m śr. 34%, max ~56%; Świstowa Kopa ~300 m śr. 30%, max ~53%; Czarny Staw ~600 m śr. 31%, max nawet ~75%), kamienne stopnie, piargi i krótkie skalne przejścia. Łańcuchów brak; przy mokrej skale przyczepność spada.
⚠️ Rekomendacje i ostrzeżenia
🔹 Kijki trekkingowe wyraźnie zwiększają poczucie stabilności na schodach i piargach.
🔹 Pokonuj węższe fragmenty barkiem do stoku i zasadą trzech punktów podparcia; mijanki rób w szerszych „zatoczkach”.
🔹 Wzrok 1–2 m przed sobą, rytm: krok–krok–oddech; nie patrz długo „w przestrzeń” pod stopami.
🔹 Idź na sucho – po deszczu płyty i rumosz są śliskie, a psychicznie trudniejsze.
🔹 Wcześnie rano jest mniej tłoczno (mniej presji w wąskich miejscach). Gdy poczujesz narastającą panikę – cofnij się do szerszego miejsca, wyrównaj oddech i dopiero wtedy decyduj, czy iść dalej.
🧭 Alternatywne (łatwiejsze) opcje
🔹 Z D5SP wrócić zielonym przez Roztokę (zamiast Świstówki) – dłużej, ale spokojniej technicznie.
🔹 Nad Morskim Okiem zrobić jedynie pętlę wokół jeziora, bez podejścia do Czarnego Stawu.
🔹 Najprostszy technicznie wariant: Palenica ↔ Morskie Oko asfaltem (łatwy, choć tłoczny i mało górski w charakterze).
Dla mnie jako akrofobika najbardziej „w głowie” działały: … nic 🙂 Jednak z uwagi na zaobserwowaną nad Morskim Okiem panikę jednej z turystek, nie mogę napisać, że trasa jest bez ekspozycji. Ale skoro mi się udało, to i Tobie się uda!
Podsumowanie
📍 Start i parking
Start przy parkingu na Palenicy Białczańskiej. Bilet parkingowy można nabyć WYŁĄCZNIE online. Nie gwarantuje on jednak miejsca na głównym, ostatnim parkingu. Jeśli brakuje na nim miejsca (a może tak być nawet przed godziną 8 rano), to obsługa wskazuje miejsca wzdłuż jezdni, a następnie jeszcze dalej na parkingu na Łysej Polanie. Bilety TPN warto kupić z wyprzedzeniem, żeby ominąć kolejkę do kasy.
🥾 Trasa
Palenica Białczańska → (asfalt) Wodogrzmoty Mickiewicza → zielonym przez Dolinę Roztoki → Siklawa → Dolina Pięciu Stawów Polskich (schronisko) → niebieskim przez Świstówkę Roztocką → Rówień nad Kępą → Morskie Oko (schronisko) → czerwonym brzegiem jeziora → czerwonym na Czarny Staw pod Rysami → powrót do MO → (asfalt) Palenica.
– Dystans: ~25,7 km
– Czas: ~10:43 h (z przerwami)
– Suma podejść: ~1 373 m
– Najwyższy punkt: Świstowa Kopa (1875 m n.p.m.)
– Trudność: 7/10
🌄 Widoki
– Dolina Roztoki i monumentalna Siklawa z podejścia.
– D5SP: Przedni, Mały, Wielki… – klasyczna „piątka” w pełnej krasie.
– Świstówka/Rówień nad Kępą: D5SP i wszystkie szczyty dookoła, dalej panorama na Grań Rysów, Mięguszowieckie, Mnicha i Morskie Oko.
– Czarny Staw pod Rysami: MO z góry, Żabia Grań, przebieg Ceprostrady na Szpiglasową , Rysy.
☕ Schroniska i infrastruktura
– PTTK D5SP – gastronomia, toalety.
– PTTK Morskie Oko – gastronomia, toalety; tłoczno w sezonie.
– Pawilon Turystyczny PTTK na Włosienicy – przy Drodze Oswalda Balzera
– Brak infrastruktury na Świstówce i podejściu do Czarnego Stawu.
– Długi odcinek asfaltu na wejściu/zejściu (ruch pieszy duży).
🧭 Orientacja
– Szlaki dobrze oznakowane. Uwaga na węźle Roztoki: do D5SP dojdziesz czarnym (krócej, stromiej, prosto do schroniska) lub zielonym (łagodniej przez Siklawę).
– Na Świstówce krótki, węższy trawers skalny (ruch w dwie strony).
– Z MO na Czarny Staw czarnym szlakiem: stromo i w zakosach – 30 min to orientacyjny czas dla sprawnego marszu.
📝 Na marginesie szlaku
To świetna alternatywa dla „asfaltu tam i z powrotem”: prawdziwy górski dzień z dwiema mocnymi kulminacjami (Siklawa i Świstówka) i bonusem w postaci Czarnego Stawu. Różnorodny teren (schody, piargi, trawersy) i widowiskowe panoramy wynagradzają wysiłek. Ekspozycja umiarkowana (5/10) i punktowa — przy dobrych warunkach, z kijkami i spokojnym rytmem, trasa jest do ogarnięcia także dla osób z lękiem wysokości.





























































